Witam,
Muszę się do czegoś przyznać. Projekt denko to chyba jedyny projekt, który regularnie odkładam na później. Zawsze wydaje mi się, że „zrobię to za kilka dni”, a później okazuje się, że tych pustych opakowań jest już całkiem spora kolekcja. Mam ich tyle, że momentami sama się w tym wszystkim gubię. Część kosmetyków zużyłam już dawno temu, a ich opakowania wciąż cierpliwie czekają na zdjęcia, krótkie podsumowanie i... dopiero wtedy mogą trafić do kosza. Za każdym razem obiecuję sobie, że już za chwilę się za to zabiorę, ale wiecie, jak to bywa zawsze znajdzie się coś pilniejszego. Efekt? Moje „denko” rośnie szybciej niż lista rzeczy do zrobienia. Daję sobie kilka najbliższych dni, żeby w końcu ogarnąć ten projekt i zamknąć zaległości z poprzednich miesięcy. Trzymajcie za mnie kciuki!
1. L'oreal Professionnel Metal detox - ta maska urzekła mnie przede wszystkim swoim przepięknym, delikatnie męskim zapachem. To właśnie on sprawiał, że z ogromną przyjemnością sięgałam po nią przy każdym myciu włosów. Co ciekawe, nawet teraz, po zużyciu produktu, gdy odkręcam słoiczek, wciąż wyczuwam ten intensywny, piękny aromat, który od razu przywołuje miłe wspomnienia z jej używania. Oprócz zapachu maska świetnie wpłynęła również na kondycję moich włosów. Pozostawiała je wyraźnie wzmocnione, miękkie i gładkie, dzięki czemu bez problemu się rozczesywały. Włosy wyglądały zdrowiej, były bardziej zdyscyplinowane i przyjemne w dotyku, dlatego z przyjemnością do niej wracałam i mam dwa kolejne opakowania.
2. Ziaja jeju mgiełka do twarzy i ciała z nutą mango, kokosa i papai - mgiełka miała lekki, orzeźwiający zapach, który był bardzo przyjemny i dobrze sprawdzał się w ciepłe dni. Nie używałam jej zgodnie z przeznaczeniem na twarz czy ciało – traktowałam ją raczej jako odświeżającą mgiełkę zapachową i sięgałam po nią wtedy, gdy chciałam poczuć odrobinę świeżości. Myślę, że będzie to bardzo dobry wybór dla nastolatek.
3. Vichy Dercos szampon i odżywka normalizująca sebum skóry głowy - to naprawdę udana seria. Początkowo nie zauważyłam spektakularnych efektów, jednak przy regularnym stosowaniu zaczęłam dostrzegać wyraźną poprawę. Miałam wrażenie, że moje włosy wolniej się przetłuszczały, dzięki czemu dłużej zachowywały świeżość i lekkość. To kosmetyki, które najlepiej pokazują swoje działanie przy systematycznym stosowaniu.
4. Dove 72h original spray - klasyczna, niebieska wersja, myślę że jest znana każdemu. Ja ją znam od dawna i od lat chętnie do niej wracam. To antyperspirant, który skutecznie chroni przed potem i nieprzyjemnym zapachem, a przy tym zapewnia uczucie świeżości i komfortu przez cały dzień. Lubię jego delikatny zapach oraz to, że jest łagodny dla skóry. Zdecydowanie nie będzie to moje ostatnie opakowanie.
5. Arganove hydrolat do ciała i twarzy naturalny Róża cera wrażliwa, sucha, naczynkowa - to jeden z moich ulubionych różanych hydrolatów. Miałam już okazję używać kilku innych wariantów tej marki i za każdym razem byłam z nich bardzo zadowolona. Ten również świetnie się u mnie sprawdził – miał przyjemny, naturalny różany aromat i z przyjemnością zużyłam go do ostatniej kropli. Z pewnością chętnie będę wracać do hydrolatów tej marki.
6. Cleava mydło w płynie luksusowe - mydło bardzo dobrze sprawdziło się w codziennym użytkowaniu. Po kontakcie z wodą tworzyło delikatną, lekką pianę, która skutecznie oczyszczała skórę dłoni. Jego zapach był subtelny i nie utrzymywał się długo, jednak w ogóle mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze było dla mnie to, że dobrze pielęgnowało skórę, pozostawiając dłonie miękkie, komfortowe i bez uczucia przesuszenia. Plus za pompkę.
7. Sanex xero % 0 alcohol, 0% aluminium 48h extra control - był mój pierwszy antyperspirant w sprayu marki Sanex i muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Świetnie się u mnie sprawdził – był delikatny dla skóry, nie powodował podrażnień, a jednocześnie skutecznie chronił przed potem i nieprzyjemnym zapachem.
8. Crazy Hair wcierka do skóry głowy zapach lawenda - bardzo spodobał mi się lawendowy zapach tej wcierki, ponieważ uwielbiam kosmetyki o takich aromatach. Samo stosowanie również było bardzo komfortowe – wcierka nie pozostawiała tłustej warstwy, nie obciążała włosów i ich nie przetłuszczała. Mogłam bez problemu spryskać skórę głowy, wysuszyć włosy i nie było po niej żadnych tłustych śladów. Jeśli chodzi o efekty, mam mieszane odczucia. Nie zauważyłam, aby włosy rosły szybciej ani żeby wcierka zmniejszyła u mnie wypadanie włosów. Mimo to zużyłam ją do końca, ponieważ bardzo odpowiadał mi jej przyjemny, lawendowy zapach oraz lekka formuła, dzięki której była wygodna w codziennym stosowaniu.
9. Maseczki w płachcie Garnier AHA + BHA Charcoal i Vitamin C - obie maseczki są fantastyczne i z ogromną przyjemnością do nich wracam. To już kolejne opakowania w mojej pielęgnacji, a w zapasie mam jeszcze kilka sztuk, bo wiem, że zawsze się u mnie sprawdzają. Bardzo lubię efekt tuż po zdjęciu maseczki. Esencja stopniowo wchłania się ze skóry, pozostawiając ją wyraźnie nawilżoną, odżywioną i pełną blasku. Cera wygląda świeżo, jest miękka, gładka i przyjemna w dotyku. Zarówno czarna wersja, jak i wariant z witaminą C należą do moich absolutnych faworytów. To maseczki, po które sięgam regularnie i które niezmiennie znajdują się wśród moich numerów jeden.
10. Isana waciki i patyczki - waciki i patyczki kosmetyczne Isana to produkty, które kupuję regularnie, szczególnie wtedy, gdy są w promocji. Zużywam je naprawdę bardzo szybko, dlatego zawsze staram się mieć je w zapasie. Nie zauważam większej różnicy między nimi a droższymi odpowiednikami, więc wolę wybrać tańszą opcję, która równie dobrze spełnia swoje zadanie. Lubię produkty Isana i chętnie do nich wracam.
A jak jest u Was? Też zdarza Wam się odkładać „denko” na później, czy jesteście mistrzami systematyczności?
pozdrawiam,
Donna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuje za każdy napisany komentarz :)
Osobiście usuwam wszelaki spam!