1 lut 2026

Projekt denko cz. 152.

Witam,


Robiąc ostatnio porządki w swoich kosmetykach, postanowiłam podsumować produkty, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie i przygotować kolejny projekt denko. Okazało się, że uzbierała mi się całkiem spora gromadka opakowań, co tylko pokazuje, jak wiele kosmetyków towarzyszyło mi w codziennej pielęgnacji. Z jednej strony to satysfakcja, bo lubię kończyć rozpoczęte produkty i świadomie podchodzić do swojej kosmetyczki. Z drugiej strony to także świetna okazja, aby sięgnąć po nowe kosmetyki i odkrywać kolejne pielęgnacyjne nowości. Takie małe podsumowania zawsze motywują mnie do dalszego dbania o siebie i swojej codziennej rutyny pielęgnacyjnej. Co tym razem udało mi się zużyć? Zapraszam na kolejny projekt denko.


1. Vichy Mineral 89 - krem spełnił moje oczekiwania i bardzo dobrze sprawdzał się w mojej codziennej pielęgnacji. Najczęściej używałam go rano, był idealnym elementem porannej rutyny i świetnie sprawdzał się pod makijaż. Miał przyjemną, kremową konsystencję, która szybko się wchłaniała i nie obciążała skóry. Dodatkowo delikatnie i bardzo ładnie pachniał co sprawiało, że jego aplikacja była naprawdę przyjemna. Polubiłam go na tyle, że mam już kolejne opakowanie tego kremu.

2. Yves Rocher Anti-Age Global - był to krem, którego używałam zarówno na dzień, jak i na noc, a czasem także jako odżywczej maski na noc. Miał dla mnie szczególne znaczenie – jego zapach towarzyszył mi w trudniejszych, smutniejszych chwilach w ubiegłym roku i stał się czymś więcej niż tylko elementem codziennej pielęgnacji. Ponieważ słoiczek miał aż 75 ml pojemności, czyli nieco więcej niż standardowy krem nawilżający, mogłam cieszyć się nim naprawdę długo. Dzięki temu stał się częścią mojej codziennej rutyny i małego rytuału dbania o siebie.

3. Anwen serum przeciwstarzeniowe do skóry głowy z peptydem miedziowym - szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem ideę tego produktu. Oczywiście mam świadomość, że z każdym dniem organizm podlega procesom starzenia, jednak stosowanie serum przeciwstarzeniowego na skórę głowy nie do końca do mnie przemawia. Kilkukrotnie aplikowałam to serum, ale niestety efekt wizualny był dla mnie rozczarowujący włosy wyglądały na sklejone i obciążone, mimo dokładnego rozczesania sprawiały wrażenie nieświeżych i mało estetycznych. Trudno było mi również realnie ocenić działanie „przeciwstarzeniowe” w jaki sposób zweryfikować, czy skóra głowy faktycznie się „odmłodziła”? Dla mnie to kosmetyk zbędny i kolejny produkt marki Anwen, który niestety się u mnie nie sprawdził.

4. Treaclemoon shower and bath gel sugar plum fairy - przepiękny, śliwkowy zapach tego żelu pod prysznic i duża, 500-mililitrowa butelka zdecydowanie umilały mi zimowe prysznice. To był zapach tej zimy otulający, ciepły i bardzo przyjemny. Żel nie tylko pięknie pachniał, ale też skutecznie mył i oczyszczał skórę, a jego aromat długo unosił się w łazience, tworząc wyjątkowo relaksującą atmosferę.

5. Garnier Goodbey Damage Keratin 10w1 krem bez spłukiwania - to moje kolejne opakowanie i z pewnością nie ostatnie, kolejne mam już w zapasie. Lubię go za wydajność oraz piękny, subtelny zapach, który uprzyjemnia każdą aplikację. Po użyciu włosy są wyraźnie wygładzone, pasma zdyscyplinowane, nie puszą się i pozostają odpowiednio nawilżone, dzięki czemu wyglądają zdrowo i zadbanie.

6. Onlybio rypacz szampon intensywnie oczyszczający - to było moje drugie opakowanie tego szamponu. Bardzo mocno oczyszczał skórę głowy i miał wyraźnie silne działanie myjące, co dawało efekt porządnego „resetu”. Na dłuższą metę nie jest to jednak produkt dla mnie, ze względu na wrażliwą skórę głowy potrzebuję czegoś łagodniejszego do codziennego stosowania. Od czasu do czasu sprawdza się dobrze, szczególnie gdy zależy mi na mocniejszym oczyszczeniu. Na plus zdecydowanie wygodna pompka, która ułatwiała aplikację.

7. Garnier nawilżająca emulsja oczyszczająca - to już moje kolejne opakowanie tej emulsji i myślę, że to najlepsza rekomendacja. Bardzo ją lubię za to, że skutecznie oczyszcza skórę, jednocześnie dbając o jej nawilżenie i ochronę bariery hydrolipidowej. Jest bezzapachowa, łagodna i ma przyjemną, delikatną konsystencję, dzięki czemu sprawdza się nawet przy bardziej wymagającej skórze. Mam już kolejne buteleczki w zapasie, bo to jeden z tych produktów, do których po prostu zawsze wracam.

8. Himalaya rozświetlająca micelarna pianka do mycia twarzy z różą organiczną - pianka pięknie pachniała różą naprawdę intensywnie i naturalnie różana. Jednocześnie świetnie oczyszczała skórę twarzy, była delikatna, łagodna i przyjemna w użyciu.

9. L'oreal Revitalift peeling toner wygładza i rozświetla w 30 sekund - ten kosmetyk traktowałam jako tonik peelingujący po pierwszych etapach oczyszczania. Dawał bardzo ładny efekt rozświetlenia, skóra wyglądała na jaśniejszą, świeższą i bardziej promienną. Naprawdę go polubiłam i chętnie jeszcze do niego wrócę, bo świetnie uzupełniał moją pielęgnacyjną rutynę.

10. Gentle day płyn do higieny intymnej - to moje kolejne opakowanie, bo zdecydowanie jest to jeden z najlepszych żeli, jakie miałam okazję poznać. Nie podrażnia, delikatnie, ale skutecznie myje miejsca intymne i odpowiednio o nie dba. Sam płyn jest łagodny, dobrze się pieni i pozostawia uczucie świeżości oraz czystości na dłużej, dając komfort przez cały dzień.

11. Schwarzkopf Fibre Clinix szampon - miał pojemność 50ml, więc to taka wersja podróżna. Na kilka użyć szampon nie podrażniał scalpu, ale na pewno nie chciałabym większego opakowania z racji, że szampony z tej marki mnie podrażniają.

12. Manu natu naturalny krem do rąk z olejem konopnym - miałam długo ten krem, aż o nim zapomniałam. Zapach typowy dla kosmetyków z olejem konopnym, czyli taki ziołowy. Krem miał wygodną pompkę.

13. Miya wielofunkcyjne masełko oczyszczająco - pielęgnujące 4w1 - to było naprawdę cudowne masełko do demakijażu. Świetnie rozpuszczało cały makijaż, pozostawiając przyjemny, lekko tłustawy film, który przy spłukiwaniu znikał, pozostawiając skórę dokładnie oczyszczoną. Miało bardzo dobry skład i było wydajne, dlatego chętnie do niego wrócę.

14. Mixa Urea Cica Repair + krem regenerujący 10% urea i niacynamid - krem widocznie redukował szorstkość i łuszczenie się skóry, skutecznie regenerował i chronił ją. Miał intensywny, przyjemny zapach, ale nie był nachalny. Duże opakowanie 400 ml starczyło mi naprawdę na długo, a już sięgnęłam po kolejne, bo to jeden z tych produktów, do których chętnie wracam.

15. Joanna serum emulsyjne PEHology - serum było przeznaczone do włosów o różnej porowatości i u mnie sprawdziło się naprawdę świetnie. Po jego użyciu włosy były pięknie wygładzone, sypkie w dotyku, miękkie i przyjemnie pachnące. Lubiłam je za lekkość formuły i efekt zdrowych, zadbanych pasm bez obciążenia zdecydowanie był to jeden z tych produktów, do których wracałam z przyjemnością.

16. Cannamea nawilżająca maseczka do twarzy z olejem konopnym i cbd - lubiłam tę maseczkę, choć może dla niektórych zapach do końca może się nie spodobać, ale mi on nie przeszkadzał. Ziołowy, trochę apteczny i taki bez wyrazu. Dla mnie natomiast efekt po użyciu tej maseczki był zadawalający. Skóra pięknie nawilżona, miękka w dotyku. 

17. Biały jeleń mydło naturalne dermatologiczne węgiel aktywny dla skóry zanieczyszczonej - „bardzo brudzi” mydelniczkę, co jest jego największą wadą, ale jeśli chodzi o działanie na moją skórę tłustą, byłam z niego zadowolona. Aktywny węgiel zawsze dobrze sobie radził z nadmiarem sebum i matowieniem skóry, więc pod tym względem spełniało swoje zadanie. Jednak ze względu na bałagan, jaki pozostawia wokół, raczej nie planuję do niego wracać.

18. Garnier Olia odżywka jedwabista miękkość i blask - odżywka była dodatkiem do farby do włosów. Pięknie po koloryzacji wygładzała pasma, dobrze się rozczesywały i były w dotyku bardzo miękkie. 

19. Pasty do zębów Splat w wersji węglowej oraz Biomed Sensitive - to delikatne propozycje bez fluoru, które dobrze sprawdziły się w mojej codziennej pielęgnacji jamy ustnej. Obie pasty skutecznie oczyszczały zęby, a jednocześnie były łagodne dla szkliwa i wrażliwych dziąseł, dzięki czemu ich stosowanie było komfortowe.

20. Maseczki w płachcie Garnier i Croma - obie maseczki bardzo polubiłam i mam jeszcze spory ich zapas. Są mocno nasączone esencją, przyjemnie otulają skórę, pięknie ją koją i zapewniają solidną dawkę nawilżenia. Kilka razy w tygodniu funduję sobie takie małe, domowe SPA z maseczką, to mój ulubiony moment relaksu i regeneracji po intensywnym dniu.

21. Płatki kosmetyczne Isana z Rossmanna - w wersji 140 sztuk to dla mnie absolutny klasyk. Zawsze kupuję je na promocji, bo są idealne w użyciu, delikatne dla skóry i nie chcę przepłacać na inne zamienniki.



pozdrawiam,
Donna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy napisany komentarz :)
Osobiście usuwam wszelaki spam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...