1 sty 2026

Projekt denko cz. 151.

Witam,


Dziś postanowiłam nadrobić zaległości w projekcie „denko” i przygotować małe podsumowanie kolejnych pustych opakowań. Mam tutaj zarówno kilka swoich ulubionych produktów, do których chętnie wrócę, jak i takich, które już pożegnam na zawsze, gdyż chce poznawać kolejne nowości. Co udało mi się zużyć? Niekoniecznie są to kosmetyki zużyte w ostatnim miesiącu, ale często były to produkty otwarte dawno temu, które systematycznie zużywałam do końca. Zapraszam na małe podsumowanie.


1. L'Oréal Paris Ekspert Wieku 60+ to krem na dzień przeznaczony do skóry dojrzałej, natomiast Sylveco krem uszczelniający naczynka na dzień SPF 50 zawiera w składzie m.in. rutynę, azeloglicynę i betulinę, składniki wspierające skórę naczynkową i wrażliwą. Oba kremy zużyła moja Mama i nie miała do nich żadnych zastrzeżeń. Dobrze się sprawdzały w codziennej pielęgnacji, zapewniały odpowiedni komfort oraz ochronę skóry w ciągu dnia. Mama zdecydowanie preferuje kremy w słoiczkach, lubi ich tradycyjną formę aplikacji. Ja natomiast uważam, że opakowania z pompką są bardziej higieniczne i praktyczne w codziennym użytkowaniu. Jak widać, każda z nas ma swoje przyzwyczajenia.

2. Sanex Zero % alcohol, aluminium salts - wersja Sensitive towarzyszyła mi przez dłuższy czas, przede wszystkim dlatego, że okazała się bardzo wydajna. Już niewielka ilość produktu wystarczała, by zapewnić skuteczną ochronę na cały dzień. Dobrze chronił, a przy tym był łagodny i bezpieczny dla skóry, nie powodował podrażnień ani dyskomfortu. Zapewniał uczucie świeżości przez wiele godzin, a skóra pod pachami pozostawała miękka i zadbana. To zdecydowanie jedna z tych wersji, do których chętnie się wrócić.

3. Joanna Power Men żel pod prysznic 3w1 FRESH - żel przyjemnie odświeżał sprawdzał się zarówno do mycia ciała, twarzy, jak i włosów. Pozostawiał uczucie czystości i świeżości, a jego zapach był lekki, świeży i bardzo przyjemny. Co ważne, okazał się również wydajny, więc niewielka ilość w zupełności wystarczała do codziennego użycia. Produkty marki Joanna zawsze są u Nas mile widziane, dlatego i ten żel z przyjemnością dołączył do męskiej codziennej pielęgnacji.

4. Stars from the Stars oriental star, gwiezdny żel do mycia ciała z drobinkami kamień księżycowy, olejek migdałowy, ekstrakt z jaśminu - początkowo wydawało mi się, że żel będzie pozostawiał na skórze drobinki z delikatnym, mieniącym się efektem. Na szczęście nic takiego się nie stało, kosmetyk pięknie się pienił, dokładnie oczyszczał skórę i nie zostawiał żadnej widocznej warstwy. Po kąpieli skóra była świeża, czysta i otulona przyjemnym, subtelnym zapachem, który jeszcze przez chwilę utrzymywał się na ciele. Całość sprawiła bardzo pozytywne wrażenie i okazała się miłym elementem codziennej pielęgnacji.

5. Cudo Intima nawilżający żel do higieny intymnej - zawierał 10% biofermentu z kwasu hialuronowego, dzięki czemu skutecznie łagodził objawy suchości okolic intymnych i zapewniał komfort na co dzień. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, delikatnie mył, pielęgnował i odświeżał, nie powodując podrażnień. Miał neutralny, subtelny zapach oraz wygodną pompkę, która ułatwiała aplikację i była higienicznym rozwiązaniem.

6. Sylveco ziołowy płyn do płukania jamy ustnej - to przykład naturalnej, codziennej pielęgnacji opartej na roślinnych składnikach. Preparat pomagał przywracać równowagę flory bakteryjnej w jamie ustnej, wspierał profilaktykę próchnicy i zapewniał długotrwałe uczucie świeżości. W jego składzie znalazły się m.in. mięta pieprzowa, szałwia lekarska oraz rozmaryn lekarski, zioła znane ze swoich właściwości odświeżających i wspierających higienę jamy ustnej. To delikatna, a jednocześnie skuteczna alternatywa dla klasycznych płynów, szczególnie dla osób ceniących naturalne rozwiązania w codziennej pielęgnacji.

7. Olej rycynowy miałam go naprawdę bardzo długo do tego stopnia, że z czasem napisy na opakowaniu całkowicie się starły i dziś nawet nie jestem w stanie odczytać jego marki. To tylko pokazuje, jak wydajny jest tego typu produkt. Towarzyszył mi głównie podczas olejowania skóry głowy. Stosowałam go regularnie jako element pielęgnacji, szczególnie wtedy, gdy chciałam wzmocnić włosy i zadbać o kondycję skóry głowy. Mimo swojej gęstej konsystencji dobrze sprawdzał się w tej roli i wystarczał na naprawdę długi czas.

8. Head & Shoulders Derma X Pro maska do włosów – naprawdę dobrze się u mnie sprawdzała na początku. Włosy po jej zastosowaniu były uniesione u nasady, puszyste i pełne objętości, a konsystencja dobrze rozprowadzała się po skórze głowy. Niestety pod koniec opakowania pojawił się problem z dozowaniem, bo nie dało się już wygodnie wydostać produktu przez dziubek. Musiałam odchylać całą zakrętkę, co było mało praktyczne i szkoda, że opakowanie nie było lepiej przemyślane pod tym kątem. 

9. Biotinne Care balsam do ciała intensywnie regenerujący - zużyłam go już jakiś czas temu, a samo opakowanie jeszcze przez chwilę leżało niezauważone w koszyczku. Sam produkt wspominam jednak bardzo dobrze. Intensywnie nawilżał skórę, pozostawiając ją miękką, wygładzoną i wyraźnie zregenerowaną. Konsystencja była treściwa, ale nie tłusta, balsam dobrze się wchłaniał i nie pozostawiał nieprzyjemnej warstwy na ciele. Dużym plusem była również wygodna pompka, która ułatwiała codzienne stosowanie. To kosmetyk, do którego z przyjemnością chciałabym jeszcze wrócić.

10. Lirene brązujący krem nawilżający do ciała z organiczną wodą kokosową - to produkt, po który chętnie sięgam, gdy chcę nadać skórze naturalny, subtelny efekt opalenizny bez słońca. Muszę przyznać, że tym razem nie zużyłam balsamu do końca, bo wolałam cieszyć się opalenizną uzyskaną naturalnie na słońcu. Mimo to krem dobrze się aplikuje, nawilża skórę i pozostawia ją miękką, a jego delikatny kokosowy zapach dodaje przyjemności codziennej pielęgnacji. Skóra stopniowo zyskiwała ładny opalony kolor.

11. Garnier Vitamin C - maska w płachcie i płatki pod oczy - to duet, który towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Skóra po ich użyciu wygląda na ładnie rozświetloną, promienną i zadbaną, a okolice oczu są wyraźnie odświeżone. Produkty bardzo przypadły mi do gustu, dlatego w zapasach mam kolejne opakowania, żeby móc regularnie cieszyć się tym efektem i utrzymywać skórę w dobrej kondycji. To świetne rozwiązanie, gdy potrzebuję szybkiego rozświetlenia dla cery i oczu.

12. Splat Blackwood pasta węglowa do zębów - miałam w wersji miniaturowej, która świetnie sprawdzała się podczas wyjazdów. Była wygodna w podróży i łatwa w użyciu. Najważniejszą cechą, którą bardzo sobie cenię w te j paście jest brak fluoru. Mimo naturalnego składu pasta dobrze oczyszczała zęby i pozostawiała świeży oddech, więc miniaturki sprawdziły się w pełni w codziennej pielęgnacji jamy ustnej w podróży.

13. Lactovit żel do kąpieli i balsam w wersji próbki były naprawdę przyjemne w użyciu. Konsystencja była bardzo kremowa, a zapach subtelny i ładny, co sprawiało, że kąpiel była prawdziwą przyjemnością. Mimo, że to tylko 10 ml saszetki, produkty były całkiem wydajne i wystarczyły na kilka użyć podczas wyjazdu. To świetne rozwiązanie, gdy potrzebuję wygodnej i kompaktowej wersji kosmetyków do podróży.

14. Le Petit Marseillais mydło w płynie oliwkowe - zawsze jak tylko mam możliwość robię sobie zapas tych mydełek, bo go po prostu uwielbiam. Mydło doskonale oczyszcza skórę, nie wysusza jej i pozostawia uczucie miękkości oraz świeżości, co sprawia, że chętnie po nie sięgam na co dzień.

15. Gentle day wyjątkowo miękkie chusteczki z aloesem i gliceryną - te chusteczki były naprawdę wyjątkowo mięciutkie i  tak przyjemne w dotyku, że najchętniej sięgałam właśnie po nie. Delikatne dla skóry, a jednocześnie skuteczne, dawały poczucie komfortu przy każdym użyciu. Dużym plusem było także opakowanie, chusteczki wygodnie się z niego wyjmowały, nie rwały się i nie wyciągały kilku sztuk naraz, co bardzo ułatwiało codzienne korzystanie. Z przyjemnością do nich wrócę.


pozdrawiam,
Donna


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy napisany komentarz :)
Osobiście usuwam wszelaki spam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...