18 sie 2017

AQUA Kringle Wax melt - wakacyjny klimat trwa.

Witam,



Na najbliższe dni wybrałam dwa woski, które to będą umilać mi czas. Jeden z nich już poznałam Aqua od Kringle Wax melt - zachęciła mnie w nim wakacyjna, letnia etykieta. Nie da się ukryć, że to na etykiety zawsze zwracam pierwsze uwagę, a ten obrazek bardzo przypomina mi turkusową wodę w której to miałam okazję kąpać się na południu Francji, a drugi wosk YC Driftwood też 'na sucho' jest bardzo przyjemny, ale jego zostawiam już na weekend do palenia.

Wracając do Aqua jaki on jest?


To wyraźny aromat cytrusowo - morski z nutą bergamotki połączony z piżmem i drzewem sandałowym stanowi świeżą i zarazem luksusową kombinację.


Zgadza się, ja czuję w owym wosku nutę morską i świeżą. Przypominającą też męski aromat i męskie, letnie zapachy. Nuta cytrynowa tak z ukrycia próbuje się przedostać, ale ona już słabiej wygląda na tle zdecydowanie morskim. To co wyróżnia woski Kringle od Yankee Candle to to, że mają fajne, zgrabne i praktyczne pojemniczki. Wosk nie kruszy się z papierka jak przy YC. Wydostajemy wosk tyle ile Nam potrzeba i zamykamy wieczko pojemniczka, nie brudząc nic dookoła. Auqa nie jest duszącym zapachem, nie przypomina też nic z wc morskiego - jeśli ukruszymy w miarę spokojnie wosk, gwarantuje, że w pokoju zacznie unosić się naprawdę lekki i orzeźwiający męsko-letni-wakacyjny zapach. 


A kiedy znudzą mi się morskie klimaty następnym w kolejce do umilania dni będzie już coś YC Driftwood, też fajnie się zapowiada :D  

Znacie Aqua? Wolicie Kringle czy Yankee?



pozdrawiam,

Donna

17 sie 2017

Cukrowy peeling do ciała śliwka w czekoladzie Eco Plant.

Witam,


Śliwki w czekoladzie kojarzą mi się z czaseszkoły podstawowej, wtedy kiedy to mama częstowała mnie nimi - to był wtedy rarytas, dlatego do dziś te smakołyki (oprócz krówek i paru jeszcze innych dobroci) tak bardzo lubię zajadać. Czy śliwka w czekoladzie może kryć się w peelingu do ciała? Owszem! dlatego czytelnicy o dużym apetycie mogą zacząć lizać ekran :D


Cukrowy peeling do ciała śliwka w czekoladzie firmy Eco Plant to mój nowy peeling, który zagościł u mnie w pielęgnacji i przeszedł już pierwsze testy. Jak zatem on się spisuje? Zapraszam Was kochani na moje odczucia, a będzie słodko, apetycznie, smacznie, pachnąco... i długo by wymieniać jego atuty.


PEELING do CIAŁA ŚLIWKA W CZEKOLADZIE:
to peeling cukrowy idealny dla suchej i wrażliwej skóry. Peeling łagodnie złuszcza martwy naskórek. Zawarte w recepturze masło Shea, olej kokosowy oraz olej śliwkowy zapewnia skórze gładkość, w pełni ją regeneruje i odżywia. Kompozycja czekolady i śliwki pozostawia na skórze przyjemny i miły zapach.

Składniki:
Sodium Chloride, Sugar, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cera Alba, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Powder, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Lactylate, Parfum, Glyceryl Stearate SE, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid (and) Citric Acid, CI 45100, CI 42090, CI 16035, CI 73015


Opinia:
Peelingi to coś co kocham i chyba za każdym razem to powtarzam do znudzenia. No cóż... Poznawanie kolejnych i nowych zawsze wzbudza u mnie małe podekscytowanie. Każdy peeling jest inny, każdy o innym zapachu, konsystencji, więc tu ocena jest zawsze inna i indywidualna. Śliwkowy peeling po odkręceniu zakrętki posiada zabezpieczające sreberko to plus. Później wyłania się słodko - śliwkowo- czekoladowy zapach. Gdyby nie to, że to peeling, to już po samym zapachu produkt można by było zjeść. Konsystencja jest bardzo zbita, twarda - przy kontakcie z wodą, czy przy ciepłych dłoniach drobinki cukru rozpuszczają się. 


Peeling przy spłukiwaniu tworzy na skórze taką mleczno-kakaową powłokę, która ładnie się spłukuje i cały czas czuć taką czekoladową słodycz. Drobinki cukru są bardzo wyczuwalne przy masażu, ale tu proponuje bardzo dobrze zwilżyć ciało lub dodanie wody na rękę, gdyż jak pisałam wcześniej peeling jest bardzo zbity, co z początku też utrudniało mi to nieco przy masażu. To co mi się podoba (bo zawsze się tego obawiam), to to, że po spłukaniu nie czuję żadnej tłustej powłoki uff - czuję nawilżenie. 


Czy peeling radzi sobie z martwym naskórkiem? tak, ale tutaj mam też mieszane uczucia, gdyż ja czuje bardzo miękką skórę i dość dobrze nawilżoną. Nie czuje takiego 'drapanka' pomimo, że drobinki cukru są wyczuwalne pod palcami. To chyba przez tą zbitość, ale to w trakcie aplikacji trzeba rozgryźć i samemu zwilżać peeling wodą. Na czas upałów bo u mnie jeszcze takowe są, zapach śliwkowo-czekladowy średnio mi pasuje, ale uwierzcie on jest obłędny!!! więc drugie pół opakowania, bo tyle do tej pory zużyłam zostawiam na chłodniejsze jesienne wieczory, wtedy ta czekoladowa mikstura z pewnością doda mi większych endorfin, gdy za oknem będzie szaro, buro i ponuro. 


A Wy lubicie śliwki w czekoladzie?
Co powiecie na taki peeling - zachęciłam Was choć trochę :P




pozdrawiam,

Donna

15 sie 2017

Jedwabisty mus do mycia ciała Silk mousse o zapachu rabarbaru i maliny Nivea.

Witam,



I nadal się rozpieszczam... Tak to ona - nowa myjąca pianka od Nivea, a dokładnie jest to: Jedwabisty mus do mycia ciała o zapachu rabarbaru i maliny. Brzmi ciekawie i zachęcająco do szybkiego wypróbowania. Piankę otrzymałam do testów już jakiś czas temu, ale nieco w przesyłce była uszkodzona - była pęknięta cała zatyczka, a aplikator wypada przy naciśnięciu, więc pozostaje mi delikatne i uważne naciskanie, by wydostawała się myjąca piana, która i tak sama w sobie jest delikatna jak puszek. 
Czy u Was również gości ona w pielęgnacji? 


Opis:
Poczuj zapach lata w nowej limitowanej edycji jedwabistych musów do mycia ciała NIVEA Care Shower Silk mousse o zapachu Rabarbaru i Maliny. Pielęgnuje skórę dzięki ekstraktom z naturalnego jedwabiu, pozostawiając ją miękką i gładką. Dzięki formule lekkiego piankowego musu pozwala na przyjemną pielęgnację i wystarcza na 2 razy dłużej niż tradycyjne produkty.

- Nowa innowacyjna aplikacja
- Dwa razy większa wydajność
- Uczucie jedwabiście miękkiej skóry
- Niepowtarzalny zapach
- Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie

Składniki:
Isobutane, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Propane, Hydrolyzed Silk, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Butane, Xanthan Gum, PEG-14 M, Sodium Benzoate, Linalool, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol


Opinia:
Znam już piankowe wersje do mycia od Nivea, ale zawsze to coś nowego o nowym, owocowym zapachu. Wersja rabarbarowo-malinowa w sam raz wkomponowuje się w wakacyjny i letni sierpniowy klimacik. Pianka posiada ekstrakt z jedwabiu, który dodatkowo zapewnia skórze delikatność i miękkość. Jeśli ktoś szuka urozmaicenia pod prysznicem, czegoś nowego lub o malinowym zapachu słodko-kwaśnym to serdecznie polecam ową piankową nowość od Nivea. Pianka spełnia swoje zadania - myje, oczyszcza, nie powoduje uczuleń i ładnie owocowo pachnie. Zapach nie utrzymuje się długo na skórze, ale w czasie mycia ja czuję go dość dobrze i mocno, więc dobre i to, bo bardzo umila te chwile pod prysznicem i jak tylko mogę zawsze przedłużam wtedy branie prysznicu :D Po prysznicu czuję już tylko taką delikatną, subtelną mgiełkę, która niestety sama z siebie znika, pozostawiając uczucie umytej i odświeżonej skóry. 


Na co dzień w mojej pielęgnacji i tak przemieszają się różnorodne produkty czy to pod prysznic czy do nawilżania. Skóra dzięki nim staje się odżywiona, wygładzona i miękka w dotyku. Kiedy używam czegoś systematycznie i minimum dwa razy dziennie jak np. ostatnio ową piankę czuję naprawdę w dotyku, że skóra jest zadbana i wypielęgnowana.  Przykład 'pielęgnacji' kiedy to byłam na dwutygodniowym obozie - myć się myłam (co zresztą opisywałam to parę wpisów wcześniej m.in w jakiej wodzie;/ czyt. brudnej) i ta pielęgnacja w tamtym czasie, nie do końca mnie satysfakcjonowała - bo po prostu czułam się jakbym chodziła niedomyta, biorąc prysznic raz dziennie i to w letniej wodzie, a czasami w zimnej (sporadycznie w ciepłej) Teraz kiedy mam o wiele lepsze warunki "moje warunki" kiedy naprawdę mogę zapewnić swojej skórze to czego potrzebuje, (olejki, pianki, żele, peelingi) naprawdę stan skóry już po tygodniu zdecydowanie się poprawił. Używając pianki z limitowanej edycji jedwabistych musów do mycia ciała NIVEA Care Shower Silk mousse o zapachu Rabarbaru i Maliny czuję się dopieszczona, że tylko tej delikatnej pianki mi do szczęścia brakowało o tak malinowym zapachu... Poranny prysznic staje się o wiele lepszy i radośniejszy. Pianka jest naprawdę bardzo dobra i od czasu do czasu i taka wersja mycia i pielęgnacji mi odpowiada. Koniecznie spróbujcie, bo uważam, że warto być otwartym na nowości.


Piankę/mus można nabyć np. w Rossmannie :) 
Jej siostrą jest wersja cytrynowa, więc to już zależy co lubicie.



pozdrawiam,

Donna


14 sie 2017

Dr. Santé Maska kremowa, regenerująca do włosów z olejem arganowym i keratyną.

Witam,



Kiedy mam tylko dłuższą chwilę lubię nałożyć dobrą i sprawdzoną maskę na włosy, wtedy też odczuwamiękkość, lekkość i chęć częstego dotykania włosów. Ostatnia maska jaka zawitała do łazienki i doczekała się swojej kolejki to kremowa maska do włosów z serii Argan Hair Dr. Sante - intensywna pielęgnacja, trójstopniowa regeneracja. Oczywiście musiałam wykorzystać moje żółciutkie kwiatuszki do zdjęć, więc zapraszam Was serdecznie na prezentację owej maski jak też i moje wrażenia po jej zastosowaniu. Pierwsze zdjęcie to czuprynka zaraz po umyciu i zastosowaniu owej maski. Pomimo, ze włosów nie mam gęstych to czuję w dotyku, że włosy są takie mięsiste i jakby grubsze, no i fantastycznie wygładzone.


Co o masce mówi producent:
Dr. Santé Maska kremowa, regenerująca do włosów z olejem arganowym i keratyną.
Wspaniałe włosy, intensywna pielęgnacja, trójstopniowa regeneracja.
Receptura serii «Argan Hair» zawiera niezwykle cenny naturalny składnik - olej arganowy, który odbudowuje strukturę włosa od wewnątrz i z zewnątrz. Przenikając w głąb włosa, zamyka łuski włosowe, przeciwdziałając rozdwajaniu końcówek. Otulając włos od zewnątrz wygładza powierzchnię włosa i zatrzymuje wilgoć przez długi czas, co zwiększa miękkość i elastyczność włosów. Keratyna jako podstawowy budulec włosa przenika do miejsc wymagających dodatkowego wzmocnienia i chroni włosy przed szkodliwym wpływem czynników środowiskowych. Proteiny pszenicy wzmacniają i odbudowują włosy, zmniejszają łamliwość włosów o 80%.


Kremowa maska intensywnie regeneruje osłabione, uszkodzone włosy dzięki bogactwu składników. Ultranowoczesna formuła maski zapewnia 3-stopniową regenerację włosów:
- pozostaje na powierzchni włosa: nadaje blask i miękkość, ułatwia rozczesywanie, chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników środowiskowych.
- przenika do warstwy ochronnej włosa: zwiększa wytrzymałość włosów na zagięcia.
- przenika głęboko do kory włosa: łatwo się wchłania, wzmacnia, regeneruje i chroni włos od wewnątrz. 
Rezultat jest widoczny już po pierwszym zastosowaniu: włosy staja się wygładzone, elastyczne i przyjemne w dotyku. Maska nie zawiera parabenów i olejów mineralnych.

Skład: 
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Potassium Cetyl Phosphate, Cyclopentasiloxane, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Wheat Gluten, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Dimethiconol, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Ci 19140, Ci 15985, Ci 42090.


Opinia:
Producent zaleca stosowanie maski raz w tygodniu na 5 minut. Ja ją stosuję tak co drugie/trzecie mycie i trzymam od potrzeby. Czasem jest to 5 minut czasem dłużej/krócej. Zależy. Konsystencja jej jest na tyle w porządku - średnio/gęsta, że nie spada z włosów, a wręcz przeciwnie moje włosy ją wpijają. Już wtedy robią się wygładzone, a po spłukaniu i wysuszeniu ich gładkość, lekkość i mięsistość sprawiają, że włosy mam ochotę cały czas dotykać. Świetnie i szybko się też rozczesują. Zapach maski to kolejny jej plus, który mi się podoba. Jest słodki, ale nieduszący. Pachnie jak waniliowe ciasteczka (tak mi się kojarzy) Nieraz pisałam, że kosmetyki do włosów arganowe mi nie służą, ta maska jest inna - bo nie czuję żadnego obciążenia. Nie nakładam jej też dużo, bo tego nie potrzebuje. Naprawdę zaskoczyła mnie pozytywnie, choć z nazwy Argan Hair nie byłam tak do końca przekonana - tak samo jak nie ocenia się książki po oprawce, tak olej arganowy i keratyna okazały się być okej. 

Podsumowując:
- nie obciąża - wygładza -nawilża - słodko pachnie - wydajna
Używam ją systematycznie


Znacie ją lub używałyście już?
Co o niej myślicie?



pozdrawiam,

Donna

13 sie 2017

Inca Inchi Olejek pod prysznic Lirene.

Witam,


I znów słoneczko zawitało, aż chce się żyć i być dłużej na zewnątrz. Ostatnio nie mam coś chwili by usiąść i zobaczyć co u Was słychać i w ogóle w blogosferze, ale obiecuje, że to nadrobię. Przygotowałam nową recenzję o pewnym olejku. Nieraz pisałam, że za olejkami do ciała nie przepadam, ale na rynku jest tyle olejków i niemal każda firma ma w swojej ofercie coś olejkowego, że aż samo to już kusi i zachęca by coś z olejków wypróbować. Dziś w recenzji pojawi się olejek tym razem nie do ciała jako pielęgnacja, ale olejek pod prysznic Inca Inchi od Lirene. Byłam jego ciekawa już wcześniej, ale zawsze coś innego wpadało mi w ręce pod prysznic i tak schodziło, ale przyszedł czas i na olejek Inca Inchi :) 


POCZUJ KOMFORT ODŻYWIONEJ i OCZYSZCZONEJ SKÓRY
Olejek pod prysznic dokładnie oczyszcza oraz intensywnie odżywia i zmiękcza skórę. Dzięki zawartości oleju inca inchi, bogatego w kwasy Omega-3 i Omega-6, produkt wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka, zapobiega utracie wody, dodatkowo poprawiając kondycję skóry. Olej jojoba i sojowyintensywnie odżywiają i zapobiegają przesuszeniu skóry. Ciało po kąpieli staje się miękkie, gładkie i doskonale nawilżone. Stosuj 1-2 razy dziennie.

POTWIERDZONA SKUTECZNOŚĆ
Bezpośrednio po zastosowaniu olejku:
100% badanych potwierdziło, że skóra jest miękka w dotyku,
90% odnotowało poprawę nawilżenia i wygładzenia skóry.

Skład:
Glycine Soja Oil, Laureth-4, Mipa-Laureth Sulfate, Ricinus Communis Seed Oil, Cocamide Dea, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Propyl Gallate, Phenoxyethanol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, BHT, Parfum, Tocopherol, Coumarin, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.


Opinia:
Czy ja znów musiałam się zakochać? no musiałam :) jako fanka jak wspomniałam olejków nie jestem, ale ten pod prysznic urzekł mnie od pierwszego niuchnięcia, czyli powąchania i użycia. Olejek ma przepiękny zmysłowy, ciepło-słodki zapach, którego dokładnie tak nie umiem opisać, ale przypomina mi zapach.... babci :) tak babci :))) moja babcia tak pachniała z tego co pamiętam [*] przynajmniej tak ją zapamiętałam (jak to zapach wiele może powiedzieć i przypomnieć wspomnienia i wspólne chwile nawet po kilku latach)  


Olejek sam w sobie nie jest takim tłustym olejkiem, który to pozostawia tłustą, lepiącą powłokę na skórze. Jak sugeruje producent można go aplikować na gąbkę lub dłoń. Przy kontakcie z wodą i masażu olejek potrafi wytworzyć subtelną i łagodną pianę. Nie jest to piana jak przy żelach, tylko taka ala 'powłoczka' W ten sposób olejek otula ładnie ciało i pielęgnuje. Po spłukaniu go wodą - ciało nie jest tłuste czy lepkie tylko nawilżone i ładnie pachnące. Skóra jest zdecydowanie gładka i miękka w dotyku. Taka odżywiona, a nie przesuszona. Ja z reguły mam skórę na ciele normalną, więc wielkiego wysuszenia jakoś nie odczuwam. 


Na opakowaniu możemy przeczytać, że olejek dokładnie oczyszcza, owszem tak jest - ale ja go używam jako taki dodatek, czyli jak wykonuję np. peeling całego ciała, to po peelingu lubię zastosować też i ten olejek, by skóra była jeszcze lepiej tak dopieszczona i dostała dawkę nawilżenia, gdy np. nie mam czasu później użyć balsamu itp. a niekiedy z czasem różnie to bywa. To w sumie dobre rozwiązanie, bo nigdy nie odczułam, aby mieć skórę przesuszoną po zastosowaniu tylko tego olejku pod prysznicem. 
Co do opakowania to jest to charakterystyczne opakowanie dla produktów Lirene, podoba mi się jego forma z racji, że widzę ile olejku ubywa. 



Jak dla mnie olejek Inca Inchi to bomba! Wada? szkoda, że posiada tylko 200 ml pojemności!!! protestuję, chcę aby było co najmniej 500 ml :) Lirene? Co Wy na to? ❤❤❤



pozdrawiam,

Donna

12 sie 2017

Lucky Shamrock wosk Yc.

Witam,



Jak Wam mija dzionek? U mnie wszystko w porządeczku. Zabrałam się za porządkowanie wosków i małe co nieco w ich odpalaniu. Dobrze, że dom jest duży, więc czy to na dole czy na górze można palić różne zapachy, bo i tak na siebie 'nie nachodzą" Zapach jaki wybrałam u siebie to zielony,  koniczynkowy zapaszek - Lucky Shamrock. Nie wiem czy jest on dostępny w Polsce, ponieważ zapach ten mam ze Stanów, więc nie orientuję się czy u Nas gdzieś w sklepach internetowych czy stacjonarnie jest dostępny.


Jest to bardzo świeży zapach trawy - taki moment od razu po skoszeniu. Czuję w nim zarówno świeżość jak i nutę lekkiej słodyczy. Nie w ma w tym nic chemicznego. Zapach jest typowo wiosenno-letni. Przyjemny i ładny. Nie powoduje bólu głowy, można go palić non stop i w powietrzu czuć coś bardzo świeżego, zalatującego spokojnym dniem 'na wsi' gdzie dookoła są łąki, pola ze skoszoną świeżą trawą/koniczyną. Zapach jest ładniejszy jak się go odpali i po chwili wejdzie do tego pomieszczenia. 


Tego typu woski uważam, że ładnie wkomponują się do przedpokoju czy salonu. Jak dla mnie jest to wosk przyjemniaczek i mi się podoba.

Co u Was się dziś pali w kominku?



pozdrawiam,

Donna

11 sie 2017

Żel do mycia twarzy z ekstraktem z jabłka i delikatny peeling piwoniowy z Eco Plant.

Witam,


Od kilku tygodni poznaję dwa produkty do twarzy Eco Plant:
- żel do mycia twarzy z ekstraktem z jabłka
- delikatny peeling piwoniowy do twarzy. 
Jak spisują się owe produkty? Zapraszam na dzisiejszy wpis o tych kosmetykach. Firmy wcześniej nie znałam, więc bardzo byłaciekawa jak się spiszą owe kosmetyki do twarzy i czy je polubię?


Produkty już za same opakowania dostają plus, bo są bardzo ładne i przyciągają uwagę, są po prostu estetycznie piękne. Dobrze opisane. Co o produktach mówi producent:


Żel do mycia twarzy z ekstraktem z jabłka przeznaczony jest do pielęgnacji skóry z trądzikiem oraz łuszczycą. Obecny w składzie EKSTRAKT z JABŁKA wspomaga procesy naturalnego oczyszczania skóry usuwając zanieczyszczenia i nadmiar sebum, a PESTKI z MALIN delikatnie złuszczają martwy naskórek i regulują procesy jego odnowy. Receptura została wzbogacona w KOMPLEKS MULTIMINERALNY: fosfor, magnez, wapń oraz potas, który odżywia i regeneruje skórę, dostarczając jej tego, czego potrzebuje oraz PROWITAMINĘ B, która działa nawilżająco i łagodząco. Systematyczne stosowanie żelu pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie. 

Sposób użycia: Stosować codziennie rano i wieczorem. Na zwilżoną skórę nanieść niewielką ilość żelu, delikatnie rozmasować, a następnie spłukać ciepłą wodą.

Składniki:
Aqua, Carbomer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Lactylate, D-Panthenol, Polyethylene, Avena Staiva Kernel Extract, Magnesium Chloride (and) Potassium Chloride (and) Aluminium Chloride (and) Zinc Chloride (and) Copper Sulfate (and) Manganese Chloride (and) Sodium Chloride (and) Lysine, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin (and) Phenoxyethanol, Parfum, Limonene, Linalool, CI 19140, CI 47005, CI 73015, CI 42090


Opinia:
Żel do mycia/oczyszczania twarzy to podstawowy kosmetyk w mojej poranno-wieczornej pielęgnacji. Na lato wybieram coś lekkiego, ale również te produkty przeznaczone do mojej tłustej skóry. Żel z ekstraktem z jabłka okazał się bardzo dobrym żelkiem do mycia. Jest to taki produkt 2 w 1 bo w swojej konsystencji posiada pestki malin, które łagodnie usuwają martwy naskórek i żelek pełni też rolę peelingu. Nie jest to jakiś ostry peeling, którego wykonuje się dwa razy w tygodniu, ale jak dla mojej tłustej skóry codzienne mycie dobrze oczyszcza sebum, zanieczyszczenia i wszystko to nagromadzone na tłustej skórze w ciągu dnia ładnie jest oczyszczone. 


Konsystencja jest lejąca, może to jej mały minus, ale da się przyzwyczaić. Większyminusem jest natomiast pompka, która przy użyciu może 1/4 z opakowania produktu zaczęła się zatykać drobinkami i nie chciała pompować, więc kosmetyk nakładam wylewając trochę żelu na dłoń. 


Ogólnie z żelu jestem zadowolona, pozostawia ona oczyszczoną skórę, miękką w dotyku i lekko pachnącą. Żel nie uczulił mnie, ani nie podrażnił. Lubię taką konsystencję w która pomimo żelu ma w sobie też lekko wyczuwalne drobinki. 


Drugim produktem, którego używam tylko kilka razy w tygodniu to delikatny peeling piwoniowy do twarzy.

Delikatny peeling piwoniowy do twarzy przeznaczony do pielęgnacji każdego typu skóry: wymagającej odświeżenia, oczyszczenia i wygładzenia. Substancja ścierna usuwa martwe komórki naskórka w efekcie, czego skóra jest przygotowana na działanie składników aktywnych. Kremowa receptura peelingu oparta na organicznym MAŚLE SHEA wzbogacona w OLEJ SŁONECZNIKOWY oraz OLEJ ze SŁODKICH MIGDAŁÓW regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia, zapewnia jej elastyczność, zdrowy i promienny wygląd. Składniki NMF doskonale nawilżają i koją skórę. Obecny EKSTRAKT z PIWONII hamuje aktywność enzymów degradujących kolagen, chroni przed fotostarzeniem a także łagodnie stymuluje umysł dając poczucie relaksu.

Sposób użycia: raz w tygodniu nanieść niewielką ilość produktu na oczyszczoną twarz i masować delikatnie okrężnymi ruchami przez około minutę. Następnie spłukać wodą.

Składniki:
Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Caprylic/Capric Triglyceride, Cocamidopropyl Betaine, Coco Caprylate/Caprate, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyethylene, Glyceryl Stearate SE, Cera Alba, Cetyl Alcohol, Lanolin, Methylpropanediol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Paeonia Albiflora Root Extract, Hydroxyethyl Acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer, D-Panthenol, Parfum, Allantoin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid (and) Citric Acid, Urea, Sodium Hydroxide, CI 16035, Butylphenyl Mrthylpropional


Opinia:
Tu już konsystencja jest jak taki puszysty krem. Drobinki peelingu są bardzo malusieńkie, ale wyczuwalne pod palcami jak taki piasek. Przy masażu czuć ten 'piasek' i takie delikatne drapanko. Tutaj skóra jest już zdecydowanie lepiej oczyszczona niż powyższy jabłkowy żelek, jaki przedstawiłam, dlatego ten peeling używam tak dwa razy w tygodniu. Świetnie usuwa on martwy naskórek, do tego przepiękny piwoniowy zapach, sprawia, że przypominają mi się chwile z dzieciństwa i zapach sypanych kwiatków. Tak właśnie pachnie ten peeling - kwiatowo i kobieco. Peeling sprawdził się i sprawdza, gdyż jest wydajny jak na takie małe opakowanie. Do jednej aplikacji nie potrzeba też dużo go nabierać. Czuję, że skóra po nim oddycha i jest w pełni oczyszczona tak jak lubię. Nie czuję, by stawała się przesuszona - bo po peelingu następują kolejne kroki pielęgnacyjne jak np. nałożenie kremu czy serum. 



To były dobre wybory w poznaniu tych dwóch produktów do twarzy. Gdyby nie opakowanie przy zacinającej się pompce to byłaby 6stka, a tak daję tylko 5tkę :D

Jeśli ktoś potrzebuje dobrego oczyszczenia i ma skórę tłustą te produkty z pewnością się sprawdzą. Nie wiem jak skóra wrażliwa czy sucha, bo jednak przy peelingu piwoniowym czuć te drobinki w tej kremowej konsystencji, które mogłyby podrażnić, ale jeśli wykonujemy peeling delikatnymi ruchami to myślę, że produkty są wart wypróbowania, bo buźka jest mega oczyszczona, znikają drobne niedoskonałości i skóra staje się promienniejsza. 




pozdrawiam,

Donna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...