27 wrz 2020

Łatwe wywoływanie zdjęć przez Internet razem z fotolabem cyfrowym FotoPrint.

Witam,



Nie wiem jak u Was, ale u mnie po wakacjach telefon zapełniony jest mnóstwem zdjęć z letnich wyjazdów. W tym roku zrobiłam ich szczególnie dużo, bo dużo podróżowałam. Ponad miesięczny pobyt we Francji, miejscowe wycieczki po Małopolsce, czy cotygodniowe wypady gdzieś w góry - więc zdjęć i wspomnień uchwyconych na nich można mi pozazdrościć. Kiedy tylko byłam w domu między kolejnymi wyprawami - zgrywałam na szybko kolejne zdjęcia na komputer do wakacyjnego folderu. Bardzo lubię zachowywać wspomnienia i piękne chwile - a jeszcze bardziej gromadzić je tak, by móc do nich co jakiś czas powracać. W tym roku postanowiłam, że w wolnym czasie kiedy nadejdą długie jesienne wieczory, zabiorę się za uporządkowanie tych i innych zdjęć do rodzinnych albumów oraz przy okazji, zrobię miłą niespodziankę bliskim na zbliżające się różne okazje... (mikołajki, święta, urodziny, czy imieniny taty w listopadzie - okazji mam tu naprawdę sporo). Dla mnie liczą się drobne prezenty, a w szczególności te sprawiające komuś radość, które potrafią wzruszać czasami do łez, ale tych łez szczęścia. Ktoś może pomyśleć - ale jak to zdjęcie i to ma być prezent?


Tak! - wywołanie zdjęć dziś nie cieszy się już dużą popularnością jak dawniej, bo w dobie posiadających coraz to nowszych aparatów fotograficznych, czy też smartfonów, większość woli mieć zdjęcia właśnie tam, a nie w formie dotykowej w książkowym albumie. Ja jednak zachowuje tradycje i dodatkowe odbitki zdjęć, kiedy tworze coś i aranżuje do moich rodzinnych kolekcji - zamawiam więcej i mam później na wyjątkowe, drobne upominki dla najbliższej rodziny. Moja babcia, której już ze mną nie ma, zawsze cieszyła się, kiedy dostawała ode mnie zdjęcia z wakacji na których byłam i zawsze z tył pisałam jej jakiś specjalny wierszyk, obowiązkowo z 'autografem' - zawsze wtedy wzruszała się i to były niezwykle wspaniałe widoki. Pamiętam je do dziś. Takie emocjonalne chwile z biegiem lat, wiem, że umacniają obecną rodzinę jeszcze bardziej i nie ma innych droższych rzeczy jak rodzinne fotografie, które z pokolenia na pokolenie stają się wspólną, piękną tworzoną historią.


Dziś kiedy żyjemy w dobie internetu i usług online skorzystać możemy właśnie z takiej opcji wywoływania zdjęć. Bardzo to ułatwia, bo bez wychodzenia z domu i bez stania w kolejkach u fotografa oszczędzamy nie tylko czas, ale jest to dla Nas dużą wygodą. Odebranie zamówienia także jest uzależnione od Naszej dyspozycji i czasu, np. fotolab cyfrowy Fotoprint ma tą możliwość, że odbiór może być dokonany w paczkomacie na terenie większych miast w całym kraju. Usługi te wyróżniają się także tym, że są najtańsze w Polsce, dlatego właśnie to miejsce wybrałam ponownie do profesjonalnej uprzejmości wykonania dla mnie fotografii na błyszczącym lub matowym papierze. Tu jeszcze się zastanowię, ale myślę, że jak zawsze wybór padnie na papier matowy. 


By jednak urozmaicić moje zamówienie, oprócz wywoływania samych zdjęć do albumów, myślę, że skorzystam z innych ofert jakie proponuje Nam wspomniany fotolab cyfrowy. Moją uwagę zawsze przykuwają fotoprezenty. Kiedy widzę je w domu u przyjaciół, a niedawno też u takiej dalszej rodzinki, którą odwiedziłam, to zawsze tak ciepło się robi na sercu. Widać, że osoby te kochają się i w domu mają tak rodzinnie, gdzie tworzą ogniskowy, niepowtarzalny domowy klimat. Serce się raduje, jak najbliżsi mają swoje indywidualne kubki ze swoimi zdjęciami - jak gdzieś na półkach ułożone są w ramce puzzle ze zdjęć, poduszki na łóżkach, czy fotokalendarze na ścianach. To fantastyczne uczucie posiadać takie wyjątkowe gadżety, które są nie tylko pamiątką, ale i czymś czego nie kupi się w zwykłym sklepie z pamiątkami. Ja lubię posiadać rzeczy jak i obdarowywać kogoś czymś, co jest personalizowane. Zdjęcia, czy fotoprezenty są tu najbardziej wtedy popularnym i szybkim pomysłem na upominek. Uwierzcie, że kiedy np. przychodzi taki moment, kiedy praca zmusza wyjechać na dłużej za granicę kogoś bliskiego, a my zostajemy sami.. spojrzenie na kalendarz ze swoich zdjęć, na którym są najbliżsi, czy picie porannej kawy w kubku na którym są Nasze wspólne zdjęcia od razu sprawia, że tęsknota ta nie jest taka trudna. Już teraz kiedy będę wybierała nowe zdjęcia do zamówienia, mój nos robi się czerwony, a oczy są szkliste, bo tak łatwo jest mi się wzruszyć. A co to będzie jak rodzina zostanie obdarowana zdjęciami - wtedy to na bank, każdy się uśmiechnie i... popłacze!



Kochani zachęcam Was do wywołania zdjęć przez internet, a także na zrobienie komuś niespodzianki, bo fotoprezenty robią się coraz bardziej popularne. 
Co myślicie o takiej usłudze online?



pozdrawiam,

Donna

24 wrz 2020

Oczyszczające peelingi do twarzy od marki Lirene. Eco peeling maska wygładzająca 2w1 oraz gruboziarnisty peeling z wiórkami kokosa.

Witam,



Mój okres wakacyjny był pełen szaleństwa. Nie zapominałam jednak wtedy o dobrym oczyszczeniu i peelingowaniu mojej tłustej skóry na co dzień, która wymagała zawsze większej uwagi. Dobre oczyszczenie to pierwszy krok przy pielęgnacji i przy promiennym wyglądzie. Ja do tego kroku zawsze mam kilka produktów, bo wtedy czuję, że dobrze spełniam ten krok. Kiedy nie zrobię tego porządnie, po kilku dniach moja skóra zaraz pokazuje mi, że coś jest nie tak. Wygląda na szarą i zmęczoną. Makijaż nie prezentuje się zbyt dobrze, a sebum nasila się dwukrotnie. Systematycznie więc wykonywałam i wykonuję różne peelingi lubię też peelingi-maski, czyli produkty 2 w 1, gdzie to oczyszczenie jest szybsze i skuteczniejsze. W pielęgnacji do peelingowania skóry twarzy mam obecnie dwa produkty marki Lirene

Eco peeling maska wygładzająca do twarzy 2w1. Naturalne drobinki róży i maliny. Organiczna biała herbata. 

Gruboziarnisty peeling Kokos & ekstrakt z bambusa z wiórkami kokosa.


Eco peeling - maska zawiera naturalne drobinki ścierające z róży i maliny, które skutecznie oczyszczają, usuwają zrogowaciały naskórek, wygładzają i rozjaśniają skórę. Organiczna biała herbata nadaje cerze witalność. Woda lodowcowa głęboko nawilża. Aloes regeneruje.

Stosowanie: 
2-3 razy w tygodniu nanieść peeling-maskę na wilgotną twarz i masować kolistymi ruchami przez ok. 3 minuty, omijając okolice oczu. Pozostawić na 10-15 minut, następnie dokładnie spłukać ciepłą wodą. Formuła peelingu to 98% składników pochodzenia naturalnego, pozostałe 2% gwarantuje przyjemność stosowania oraz trwałość kosmetyku. Wysokie stężenie naturalnych składników może wpływać na ewentualną zmianę koloru produktu.


Aqua*, Cetearyl Alcohol*, Caprylyl Caprylate/ Caprate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Glyceryl Stearate*, Argania Spinosa Kernel Oil**, Glycerin*, Pentylene Glycol, Propanediol*, Rosa Canina Seed Powder**, Rubus Idaeus Seed Powder**, Microcrystalline, Cellulose*, Xanthan Gum*, Aloe Barbadensis Leaf Juice**, Glyceryl Caprylate*, Tocopherol*, Cellulose*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Lecithin*, Saccharide Isomerate*, Camellia Sinensis Leaf Extract**, Lycium Barbarum Fruit Extract**, Alcohol*, Sodium Citrate*, Sodium Phytate*, Citric Acid*, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum*, Citral*, Limonene*

*SKŁADNIK POCHODZENIA NATURALNEGO
**SKŁADNIK ORGANICZNY Z MONITOROWANYCH PLANTACJI


Kochani, na wstępie przepraszam za brak zdjęć konsystencji, jakoś tak nie pomyślałam, kiedy przygotowywałam zdjęcia, ale postaram się w miarę dokładnie ją opisać. A konsystencję pokaże już na storis :) Jest ona kremowo biała z maleńkimi drobinkami (to drobinki róży i maliny). Bez problemu nakłada się ją na skórę przy masażu jak i do pozostawienia jako formę maseczki. Zapach na początku jest dość mocno wyczuwalny i pachnie on dla mnie jak cytrynka. Świeżo cytrynowo i rześko. Mi osobiście przypomina zapach mleczka do mycia wanny (takie miałam pierwsze skojarzenie). Jeśli chodzi o działanie tego eco peelingu-maski, dla mnie jest w porządku. Może drobinki są nieco za słabe, a ja lubię bardziej ostrzejsze, tak masaż jak i pozostawienia maski na kilka minut na skórze jest bardzo przyjemne. Po spłukaniu ciepłą wodą - skóra jest czysta, odświeżona, miękka w dotyku i nawilżona. Fajne uczucie takiej zadbanej buźki. Minusów nie mam co do tego produktu - jedynie te drobinki, które preferowałabym może bardziej mocniejsze, ale jak są takie łagodne (czyli tego typu co nie robią krzywdy), to też mogą być :)
Ciekawostką jest także to, że tuba wykonana jest z 96% trzciny cukrowej, przy produkcji której zmniejsza się emisja CO2 do atmosfery. W pełni poddaje się recyklingowi, dlatego należy ją segregować po zużyciu. 


Drugi peeling jaki poznałam i także stosuje na zmianę z powyższym to Gruboziarnisty peeling z wiórkami kokosa, KOKOS & EKSTRAKT Z BAMBUSA z serii Make me clean!

Peeling usuwa niedoskonałości oraz redukuje nadmiar sebum, zmniejszając przetłuszczanie się skóry. Naturalne wiórki kokosa, zanurzone w żelowej formule, perfekcyjnie wygładzają skórę. Peeling zwęża i oczyszcza pory. Polecany szczególnie dla cery tłustej i mieszanej.

Produkt wegański.

Naturalne wiórki kokosa - wygładzają i złuszczają martwy naskórek. Nadają skórze miękkość, redukując jej szorstkość. Woda kokosowa - wygładza i wyrównuje koloryt skóry. Ekstrakt z bambusa - regeneruje i utrzymuje optymalny poziom nawodnienia.


Peeling ten to taki peeling z drobinkami zatopiony w zbitej żelowej galaretce. Drobinki są duże i gruboziarniste, ale nie należą do bardzo ostrych. Wiórki kokosowe, które tu występują delikatnie złuszczają martwy naskórek, a także oczyszczają pory. Peeling ten fantastycznie wygładza. Buźka tak jak w opisywanym poprzednim peelingu jest podobnie czysta i oczyszczona. Wszystkie suche skórki znikają bez problemu. W tym peelingu podoba mi się to, że redukuje on nadmiar sebum. Moja tłusta skóra ma zmniejszone błyszczenie się zwłaszcza na czole. Również tak jak poprzedni peeling, tak ten też znajduje się w miękkiej tubie zamykanej na klik. Tu zapach jest słodki, otulający - kokosowy. Mega mi się spodobał, bo jest taki uspokajający. Chwilami czuję się jak w raju czując ten kokosowy aromat. Za zapach, oczyszczenie i ogólnie za całokształt tego produktu - daje mu wysoką ocenę.


Podsumowując: Peelingi te różnią się między sobą zarówno zapachem, konsystencją, czy drobinkami - ale oba znakomicie oczyszczają skórę, wygładzają i przygotowują do dalszych kroków pielęgnacyjnych. Nie wyobrażam sobie nie robić systematycznie peelingów twarzy. Kiedy robię je często skóra się rozjaśnia, promienieje - jest zadbana i wypielęgnowana. To widać od razu, kiedy nakładam makijaż i wiem jak on się zachowuje w ciągu dnia. Polecam każdemu wykonywać peelingi co kilka dni. Wystarczy 2-3 razy w tygodniu, a efekty sami zobaczycie kiedy skóra będzie nabierała zdrowszego wyglądu. 


Bardzo lubię produkty Lirene do pielęgnacji twarzy i cieszę się, że w ofercie jest coraz więcej naturalnych produktów :)
Kochani jestem ciekawa, czy Wy również lubicie Lirene? 
Jaki produkt używałaś ostatnio lub jaki polecasz najlepiej do skóry tłustej?


pozdrawiam,

Donna

23 wrz 2020

Rajskie klimaty razem z plakatami ze sklepu Poster Store + rabat 35% niespodzianka, dla czytelników bloga.

Witam,



Mam kilka ulubionych sklepów z obrazami, ale do jednego z nich lubię szczególnie powracać. To sklep PosterStore i zarazem niesamowite miejsce w wyniku, którego możemy szybko odnowić sobie przestrzeń w mieszkaniu, dzięki pięknym obrazom i plakatom w ramkach wieszając je na ścianę, czy dekorując komody, półki i wszystkie zakątki w domu. Pierwszy raz w owym sklepie w czerwcu złożyłam zamówienie - ale, że minęło już nieco trochę czasu, postanowiłam jeszcze coś sobie nowego wybrać. Śledząc nowości byłam i jestem cały czas zachwycona nowymi propozycjami jakie oferuje nam właśnie ten sklep. Ostatnio postawiłam w większości na motyw zwierzęcy, tym razem więcej u mnie wakacyjnego i rajskiego klimatu. Z racji, że wspomniany okres wakacyjny pożegnaliśmy już końcem sierpnia - to ja dalej mam gdzieś sentyment do wakacyjnych chwil i beztroskiego czasu na plaży, czy długich spacerów o zachodzie słońca we dwoje... dlatego też dzięki mojej domowej galerii będę cieszyć dalej oko pięknymi widokami i krajobrazami.


Poster Store naprawdę zachwyca swoją bogatą i niedrogą ofertą, a plakaty, które są drukowane na wysokiej jakości ekologicznym papierze i oprawione później w przepiękne ramki, tworzą niesamowite obrazy. To skandynawski styl, który mam nadzieję zachwyci każdego! Mnie zachwycił od razu i moją rodzinę też, grafiki są przepiękne :) Podobnie jak poprzednio miałam mały dylemat z wyborem, ale po kilku dniach... uff - udało mi się wybrać i stworzyć galerię tego co lubię i co mi się najbardziej podoba. Każdy wybrany plakat, to jakby odzwierciedlenie mnie i mojej duszy. W każdym obrazie odnalazłam taką cząstkę mnie - czy to romantyczny widok na rajskie palmy (plakat palmy na Karaibach), nastrojowa sceneria (plakat huśtawka) czy coś sentymentalnego sprawia, że patrząc i otaczając się taką aranżacją tworzę wokół siebie dobrą i pozytywną energię. Energię, w której chce się być i przebywać. Patrząc też na niektóre obrazy, czuję przy nich taki wewnętrzny spokój i ukojenie, jak np. ten plakat spacer po plaży.


W sklepie odnajdujemy także mnóstwo ciekawych inspiracji do zaprojektowania własnej domowej galerii, a dla niezdecydowanych co wtorek firma prezentuje nową kolekcję plakatów pod zmieniającym się tematem. Podoba mi się, to że indywidualnie każdy może stworzyć własną galerię obrazów, która jest dopasowana pod swój gust, czy wystrój wnętrz. Dodatkowo pomysły możemy zaczerpnąć też z gotowych inspiracji. Zerknijcie tylko jak łatwo można udekorować puste i nudne ściany w swoich czterech kątach. 


Czyż to nie wygląda wspaniale? Od razu dom nabiera przytulnego akcentu, bo ozdoby na ścianę dodają domowego klimatu.


Zakupy w tym sklepie podobają mi się też, że w łatwy sposób można odnaleźć się na stronie. Fajnie, że pogrupowane są poszczególne kategorie i bez problemu możemy sobie wybrać obrazy do sypialni, obrazy do kuchni, obrazki dla dzieci, czy też z kategorii miłość, vintage, motywacyjne, czy biało-czarne. Oczywiście podałam tylko kilka przykładów, kategorii jest zdecydowanie więcej, dlatego zachęcam Was kochani do zapoznania się z ofertą i wybrania dla siebie coś odpowiedniego. 

Dla zainteresowanych, mam też specjalny kod ze zniżką - na hasło goldona35 otrzymujecie 35 % rabatu przy zakupie samych plakatów. Kod ważny do 23 października! Myślę, więc że warto skorzystać z takiej okazji.


Żeby też nie przedłużać, zapraszam teraz na przegląd moich obrazów, co zagości u mnie w przyszłości na białych ścianach. Dlaczego tak piszę, że w przyszłości? Dlatego, że w planach miałam powiesić je docelowo oczywiście na białej ścianie, która wymaga małego remontu, ale też z racji wyjazdu mojej 'złotej rączki' początkiem miesiąca września, na jakiś czas za granicę - moje obrazy muszą niestety poczekać, na jego czujne oko i fachową rękę do powieszenia ich prosto jak wróci. Tak się złożyło, że zamówienie dotarło już wtedy, kiedy złota rączka wyjechała i nie zdążyła mi tego profesjonalnie zrobić :(

Wstępnie zaprezentuje Wam kochani układ jak to sobie wyobrażam, niby wszystko prosto i fajnie, ale jednak brakuje tej męskiej ręki.. sami wiecie :) Wyobraźmy sobie, że jest to ściana ha :) efekt prawie taki sam.. no prawie :) ps. dwa obrazy mam z poprzednich zamówień, które idealnie wpasowały się w ten rajski klimat.


Nie chcę za to zabierać się sama, bo wiem, że tego prosto nie powieszę, chociażby na laser którego nie umiem sama obsługiwać, a który zawsze towarzyszy Nam przy wieszaniu obrazów/półek/szafek itp., aby efekt końcowy był naprawdę co do równych odległości zrobiony na tip top, a ja na punkcie mojej dokładności, muszę mieć to zrobione perfekcyjnie i już! :) Póki co obrazy poczekają sobie jakiś czas, ale z pewnością kiedyś pochwalę się jak one sobie wiszą...

 

Kochani, jak podobają Wam się moje obrazy? Czy też lubicie rajskie klimaty? Egzotyczne palmy, scenerie na tle plaży, piasku? 



pozdrawiam,

Donna

22 wrz 2020

A czego pragniesz Ty? Moje luksusowe kosmetyczne inspiracje.

Witam,



Kochani, dziś przychodzę do Was z pewnym inspirującym kosmetycznym tematem - A czego pragniesz Ty?, czyli porozmawiamy o inspiracjach kosmetycznych. Wiem, że ja sama jestem inspiracją dla innych, chociażby pierwszy lepszy przykład - dla mojej siostry, która zajmuje się tym co ja - czyli blogowaniem... A dla mnie inni są inspiracją... Czy są to inspiracje dotyczące zakupów kosmetycznych, poznawanie nowych smaków w kuchni, odkrywanie nowych trendów modowych, czy inspiracje w tworzeniu aranżacji wnętrz. Mnóstwo jest tu przykładów, ale dziś chciałabym się skupić jednak na inspiracjach czysto kosmetyczno-urodowych. Zapraszam! 


Wszyscy odnajdujemy się w normalnych, codziennych sytuacjach, w rzeczywistości, a nie we śnie. Są to okazje zwykłych dni, w których inspirujemy się innymi i normalnymi sytuacjami. 

Kiedy tęskniłeś za czymś tak bardzo, że musiałeś to mieć?
 I czy kiedykolwiek kupiłeś coś, co widziałeś u kogoś innego?


No właśnie! Ja często inspiruje się kosmetykami - to ich najwięcej poznaję i testuje, dzięki moim koleżankom, czy chociażby innym urodowym beauty blogerkom, bo czytając recenzje, kuszą mnie one z każdej strony i też chce poznawać owe kosmetyki: powąchać/sprawdzić konsystencję itp. Czasem ciężko jest się powstrzymać z kupowaniem, ale wszystko z umiarem :) W pielęgnacji stawiam na kosmetyki dobrane do mojego typu skóry, kolorówkę także dobieram pod mój typ urody. Są jednak luksusowe marki, w mojej ulubionej perfumerii Notino, po które chcę sięgać niezależnie od ceny, po prostu chcę je poznać :) Obecnie trwająca kampania, która bardzo mi się podoba, jeszcze bardziej mnie zachęca do poznawania nowinek kosmetycznych. Tu właśnie na pokazanym krótkim brand video kobiety są sobą zainspirowane - co używają do pielęgnacji skóry, jak pachną, jaki mają makijaż. A jak to jest u mnie? Czym się inspiruję?

 Na początku wybieram próbki, by jednak ostatecznie kupić duży produkt. I tak było z mleczkiem do ciała Chanel Coco Mademoiselle. To luksusowe mleczko jest dopieszczeniem dla zmysłów i dopełnienie do zapachu z tej samej linii, (buteleczka perfum także u mnie gości już od dłuższego czasu). Wspomniane  mleczko, nie tylko pielęgnuje skórę, nawilża, ale ładnie i długo na niej pachnie. Jeśli pragniecie, by Wasza skóra pachniała luksusem - polecam ten produkt! 


Inne produkty, które mnie zainspirowały to już coś z kolorówki i które gdzieś kiedyś podpatrzyłam na instagramie u beauty blogerek:
- podkład o przedłużonej trwałości SPF 15 Lancôme Teint Idole Ultra Wear - tu wolałam na początek wybrać coś z miniaturek, zanim ostatecznie wybiorę dla siebie odpowiedni odcień w pełnowartościowym opakowaniu. W gamie kolorystycznej jest aż 45 jego kolorów! Wow to naprawdę sporo i cieszę się, że każdy może coś wybrać indywidualnego dla siebie z tak licznej gamy barw. Ja już mam swój wybrany numer i teraz tylko kiedy skończy mi się mój obecny podkład - kupuję wersję pełnowartościową. Jestem też już ciekawa, czy i Ty kochana zainspirujesz się i wybierzesz coś z mojego polecenia, jeśli chodzi o podkłady z Lancôme?
- pogrubiający tusz do rzęs Yves Saint Laurent Mascara Volume Effet Faux Cils - mała wersja idealna na weekendowe wyjazdy i podróże, to także moja mała inspiracja do idealnego i trwałego makijażu rzęs. Podpatrzyłam ją u kogoś, kto pakował się na wakacyjny wyjazd. Zrozumiałam wtedy, że lepsza wersja mini, niż duża. I to się fantastycznie sprawdziło - bo miałam więcej miejsca w kosmetyczce.
- pomadki z Guerlain Kiss Kiss wersja satin finish i matte finish, przy których mogę zobaczyć kilka odcieni - tu zainspirowała mnie konsultantka-sprzedawczyni w sklepie, jak polecała komuś innemu wypróbowanie najpierw odcienia, by potem wybrać duży produkt. Świetna opcja przy zakupach!


Kochani, a jak to jest u Was, czy kiedykolwiek kupiliście dla siebie kosmetyk, który Was zainspirował lub który widzieliście go u innych? Jakie były Wasze wrażenia, chętnie poznam Wasze historie.



pozdrawiam,

Donna


21 wrz 2020

Pożegnanie lata z wodą perfumowaną Miu Miu Fleur d'Argent.

Witam,



Kochani, bardzo mi smutno kiedy muszę o tym pomyśleć, że w tym tygodniu pożegnamy słoneczne lato, a powitamy kolejną porę roku, czyli jesień. Nie mówię, bo też lubię magiczną jesień i jej bajeczne, kolorowe barwy, jednak lato to lato, które uwielbiam i dla mnie mogłoby trwać ono przez cały rok! Ale by jak najdłużej zatrzymać ten lekki i kwiatowy powiew lata - moim odkryciem od niedawna stała się perfumowana woda dla kobiet Miu Miu Fleur d'Argent, która zamknięta jest w uroczym i mega przepięknym flakoniku, który od razu podbił moje serducho. Jaki to zapach i jakie nuty kryje w sobie? Zapraszam na dzisiejszy pachnący jeszcze letni wpis. 

Skład zapachu:
W całej kompozycji zapachowej dominuje delikatna i zmysłowa tuberoza, dzięki której skład tej wody perfumowanej jest bardzo elegancki i kobiecy. Kwiatowe esencje podkreślają również akordy piżma i cząsteczki Akigalawood®, które odpowiadają za pociągający aromat paczuli.

Historia zapachu:
Fleur d’Argent – „srebrny kwiat“ – jest czwartym z kolei zapachem z portfolio włoskiej marki Miu Miu, która prowokuje swoją innowacyjną interpretacją kobiecości. Flakon przypomina szlifowany lód, ozdobiony różową nakrętką. Inspiracją dla powstania zapachu zaprezentowanego w 2018 r. były kreacje modowe marki Miu Miu – połącznie błyszczącej sukni i klasycznej eleganckiej kurtki.

Marka Miu Miu dostępna jest w perfumerii Notino

Jak wspomniałam na początku, flakonik jest przepiękny! Bo jest i mi on się bardzo podoba :) Może trochę dziewczęcy, z tą jasno różową zatyczką, ale w nim cały urok i takie dopełnienie do tego flakoniku. Na początku myślałam, że flakonik jest przezroczysty, jednak to mylne wrażenie, bo jest on jak srebrno lustrzane odbicie i nie da się zobaczyć nawet ilości zużywania zapachu. W składzie dominuje turberoza, przyznam się szczerze, że nie wiem jak ona pachnie sama, bo chyba tak na żywo tych kwiatów nie wąchałam, (chociaż mogę się mylić, lub nie pamiętam). Mi natomiast dominuje tu zapach białych konwalii, chociaż nie ma ich w składzie, to mam wrażenie, że bardzo podobnie one pachną. Jest to zapach zdecydowanie czysto kwiatowy, lekki, nie przytłaczający. Kojarzący się z latem, słońcem i białymi ubraniami. Tak już mam, że czasami lubię opisywać perfumy pod względem z jakim kolorem go najlepiej utożsamiam. Tutaj wg. mnie to biel i jasny róż. Zapach na skórze wyczuwalny jest umiarkowanie w ciągu dnia dobrze, w zależności jak mocno się nim popsikamy, na ubraniach czuć go dłużej. Ogólnie - polubiłam ten kwiatowy aromat, może przez to, że zapach konwalii znam od dzieciństwa, gdzie pełno tych kwiatuszków rosło u mnie zaraz koło domu i wspomnienia zapachowe wróciły. Uważam też, że woda ta będzie pasować raczej na dzień, na wieczór - kto co lubi. Ja jednak wolę nim psikać się rano i czuć go w ciągu dnia.



Jestem ciekawa, czy znacie tą włoską markę Miu Miu i jak Wam podoba się ten oto flakonik :)



pozdrawiam,

Donna

20 wrz 2020

Naturalne produkty od Lirene - łagodzący płyn micelarny z aloesem, oraz seboregulująca maska normalizująca z kiełkami brokułu i rumiankiem Eco Power.

Witam,



Pakując się w lipcu na wakacyjny wyjazd miałam dylemat jakie kosmetyki mam ze sobą zabrać. Wtedy też dzień przed moim wyjazdem pojawiło się u mnie kilka kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy z marki Lirene. Bardzo się wtedy ucieszyłam, bo produkty z tej marki u mnie dobrze się sprawdzają i je lubię. Chciałam je od razu wszystkie ze sobą zabrać, ale moja kosmetyczka i tak już była zapełniona - wybrałam, więc tylko kilka z nich, by móc testować je w czasie wolnych dni. Przychodzę dziś z moją opinią na temat dwóch produktów do pielęgnacji twarzy, które rewelacyjnie się u mnie spisywały, a były to: łagodzący płyn micelarny do twarzy z aloesem, a drugi to seboregulująca maska normalizująca na płachcie z kiełkami brokułu i rumiankiem Eco Power. To jest dla mnie hit! 


Eco Power Seboregulująca maska normalizująca na płachcie z kiełkami brokułu i rumiankiem:

Seboregulująca maska normalizująca na płachcie zawiera ponad 99% składników naturalnych i pochodzenia naturalnego, których źródło, normy jakości i stopień naturalności potwierdza certyfikat Ecocert.

Maska czerpie moc działania z natury, a jej skuteczność potwierdzona została w badaniach. Przywraca równowagę naturalnemu ekosystemowi skóry i już po 1 aplikacji widocznie redukuje niedoskonałości oraz zmniejsza wydzielane sebum, sprawiając że skóra przestaje się błyszczeć. Idealna dla każdego typu cery, szczególnie mieszanej i tłustej.


Składniki aktywne:
Organiczne kiełki brokułu - jako źródło witaminy A, wyraźnie wygładzają skórę, jednocześnie chroniąc ją przed wolnymi rodnikami.
Rumianek - posiada właściwości łagodzące.
Witamina C - rozjaśnia skórę oraz zmniejsza zaczerwienienia


Przyznam szczerze, że miałam pierwszy raz maskę do twarzy z kiełkami brokułu i rumiankiem. Nie przypominam sobie, abym wcześniej spotkała tego typu składniki w maseczkach (czy też w kremach, balsamach itp.) To dla mnie zupełna nowość i zaskoczenie, oraz nie ukrywam, że takie wow. Byłam mega ciekawa tej maski, bo maski w płachcie lubię używać. Tu wielkim plusem jest to, że maska ta posiada 99 % składników pochodzenia naturalnego oraz jest z certyfikatem ECOCERT. Kiedy tylko poczułam, że moja skóra potrzebuje nawilżającego ratunku, dodatkowo regulacji wydzielania sebum, wygładzenia, czy odświeżenia (np. po słonecznym i gorącym dniu), natychmiast i z wielką radością sięgnęłam po ową maskę. Odpuściłam sobie robienia zdjęcia w samej masce, by Was nie straszyć, ale płachta jak płachta - wycięcia odpowiednio dobre, a sama maska nawet spora i dość konkretnie mocno nasączona. Lubię tak, bo tą esencję mogę jeszcze wklepać sobie w szyję i w dekolt. Producent zaleca trzymanie maski przez ok. 10-15 minut, u mniej mniej więcej tyle trzymałam i relaksowałam się przyjemnym czasem (zawsze tak mam, kiedy nakładam płachtę na twarz, zamykam oczy, czuję się jak w mini Spa). Efekty po? Na plus. Maseczka dała skórze przede wszystkim odpocząć, skóra nasączyła się dobrociami, strefa T zwłaszcza moje czoło poczuło ulgę, bo moja tłusta skóra mocno się świeci. Dodatkowo skóra stała się odświeżona, ukojona i taka miła w dotyku. Chętnie będę do tej maski powracać, bo ta maska powoduje mniejsze błyszczenie się skóry, a na tym najbardziej mi zależy, kiedy zmagam się z błyskiem codziennie.  


Łagodzący płyn micelarny z aloesem usuwa makijaż i zanieczyszczenia, koi, regeneruje

Zespół ekspertek Laboratorium Naukowego Lirene stworzył unikalną formułę micelarną ze 100% naturalnym aloesem, opartą na synergii działania składników oczyszczających oraz łagodzących, która:
• skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia skóry twarzy i okolic oczu
• wspomaga procesy regeneracyjne
• głęboko nawilża
• odświeża
Płyn, dzięki optymalnej zawartości miceli, zapewnia dogłębne oczyszczenie skóry twarzy i okolic oczu z makijażu oraz wszelkich zanieczyszczeń. 100% naturalny ekstrakt z aloesu skutecznie łagodzi podrażnienia oraz koi skórę. Dzięki swoim unikalnym właściwościom nawilża oraz przywraca skórze miękkość, pozostawiając ją na długo odświeżoną i zregenerowaną. Dzięki delikatnej formule polecany jest także dla cer wrażliwych.

Składniki aktywne:
Aloes - Surowiec roślinny o znanych od lat właściwościach nawilżających, zawiera bowiem liczne mukopolisacharydy, które są składnikami NMF. Ponadto łagodzi stany zapalne i wspomaga procesy regeneracji skóry.


Pamiętam, że w zamówieniu wybierałam płyn micelarny z miętą, a ostatecznie pojawiła się wersja z aloesem. Domyślam się, że zaszła pomyłka, bo opakowania są identyczne - zielone. Nie mniej jednak i tak z tej wersji jestem zadowolona, bo aloes także lubię w pielęgnacji. Posiada on także cenne właściwości pielęgnujące, więc kochani polecam Wam produkty aloesowe. W oczyszczaniu twarzy płyny micelarne to u mnie coś bez czego nie wyobrażam sobie zmywania na wieczór makijażu. To jeden z kroków, którego nigdy nie pomijam. Ten płyn świetnie sobie radził z usuwaniem makijażu (w lecie nie malowałam się mocno, ale zmywał dokładnie czarną kredkę, podkłady itp.). Usuwał także wszystkie zanieczyszczenia oraz perfekcyjnie koił skórę. Był to czasami taki ratunek, kiedy czułam, że mam czerwoną twarz z opalania. Przykładałam sobie nasączone waciki już po oczyszczeniu skóry i tak przez chwile trzymałam do skóry. Regeneracja była stopniowa i nie czułam tego uczucia, że coś piecze. Płyn ten posiada 100% naturalnego ekstraktu z aloesu, dlatego tak szybko przynosił ten komfort. 


Kochani, jeśli jesteście ciekawi nowości - polecam seboregulującą maskę normalizującą na płachcie z kiełkami brokułu i rumiankiem. Natomiast uważam, że taki płyn micelarny z aloesem to podstawa przy oczyszczaniu i ukojenie skóry. Płyn ten jest do wszystkich typów skóry, więc nawet sprawdzi się przy wrażliwej. Ja z produktów jestem zadowolona, a już niedługo kolejne moje naturalne nowości, które także są na wielki plus :) 


pozdrawiam,

Donna

19 wrz 2020

Projekt denko cz. 84.

Witam,


W sierpniu ze względu na mój zagraniczny pobyt wakacyjny nie zrobiłam projektu denko na czas, ale dzielnie zużywałam puste opakowania. Później początek września też tak szybko minął, że nie miałam kiedy za to się zabrać i nazbierała mi się niezła gromadka. Dziś zapraszam Was kochani na część pierwszą (bo wszystkiego naraz nie udało mi się pomieścić na jednym zdjęciu), a za niedługo już na drugą część. Muszę się z tego trochę ogarnąć, bo nie lubię jak mam dużo pustych opakowań - a nawet nie wiem kiedy mi się tego tyle nazbierało. 


1. Body fragrance C-THRU Harmony Bliss - zapach bardzo przyjemny i kwiatowy, fajnie sprawdzał sią na wiosenne dni. Polubiłam go jak jak i moja mama. Recenzja

2. Naturalny rycynowy olej Dr. Feelgood na wzmocnienie włosów - bardzo dobry olejek do włosów, zamówiłam już drugie takie samo opakowanie. Włosy po tym olejku były zawsze odżywione, nawilżone. Ten olejek dobrze się u mnie sprawdzał. Moje włosy do polubiły, choć trochę jest za gęsty przy aplikacji, to daję radę. Recenzja

3. Malinowy peeling do twarzy Botanic SkinFoood - nie do końca to jest typ peelingu, który lubię, bo wolę coś bardziej ostrego i skutecznego w oczyszczaniu, dlatego tutaj był on bardzo łagodny i myślę, że to taka wersja dla osób z wrażliwą skórą lub dla kogoś go nie lubi ostrych peelingów.

4. 2-minutowa, magiczna maska Love Beauty and Planet Blooming Colour - maska nie obciążała moich cienkich włosów, była pachnąca subtelnymi różami. Mam jeszcze jedno opakowanie tej maski, dlatego chętnie zużyję, ale po kolejne już się nie skuszę. Recenzja

5. Dove peeling do ciała pestki granatu i masło shea - jeden z moich ulubieńców jeśli chodzi o peelingi do ciała, nie zostawiał tłustych smug, pięknie pachniał. Skóra była dobrze oczyszczona, wygładzona i bardzo zadbana. Poznałam już wersję z makadamią, ale chcę poznać kolejny zapach z kiwi.
 
6. Mydełko w płynie z balsamem wersja malinowa Jaonna - dobrze myło i oczyszczało skórę. Ładnie też owocowo pachniało. Polubiłam wersję malinkową, na lato było super, chętnie wrócę do tej wersji.

7. Peeling enzymatyczny to Keratea, marki Cellabic velvet skin - peeling ten bardzo mnie zaskoczył, nie przepadam za peelingami enzymatycznymi, bo wolę konkretne zdzieraczki, ale do tego chętnie bym powróciła. Peeling był okej. Buźka była miła w dotyku, oczyszczona, gładka, promieniała. Recenzja

8. Delikatny żel pod prysznic, śródziemnomorski Granat LPM - lubię żele z tej marki, one zawsze pięknie pachną i pielęgnują skórę. Myślę, że powrócę do tej wersji bliżej ciepłych miesięcy. 

9. Peeling drobnoziarnisty Naturia grejpfrut Joanna oraz Żel pod prysznic 4 w 1 Fit fot life - oba produkty towarzyszyły mi na wakacjach, lubiłam ich świeże zapachy, dobrze oczyszczały i myły skórę.

10. Alpecin szampon kofeinowy C1 dla mężczyzn - sama zużyłam ten szampon mimo, że to wersja dla Panów. U mnie rewelacyjnie się sprawdzał i myślę już nad kolejnym opakowaniu, jak tylko moja grupka szamponów nieco się zmniejszy, a to może jeszcze chwilkę potrwać, ale na pewno wrócę do tej wersj. Recenzja

11. Peeling drobnoziarnisty z olejkiem z czarnej porzeczki od Lirene - dobrze oczyszczał skórę, był fajnym zdzieraczkiem, jestem na tak. Recenzja

12. Lakier do włosów 4 hold TRESemme - lakier zużyła moja mama, to jej już kolejne opakowanie - lubi lakiery z tej marki.

13. Szampon hipoalergiczny i odżywka wzmacniająca Onlybio - niestety ten zestaw rzepakowy nie zachwycił mnie pod żadnym względem. Szampon był nijaki, odżywka nie miała ładnego zapachu. Moje włosy nie miały 'życia' w sobie, były oklapane, szybko się tłuściły. Raczej u mnie ten zestaw się nie sprawdził. 

14. Serum Jedwab Joanna - włoski były super wygładzone, takie błyszczące i pachnące - ta wersja była ze mną na wakacjach, więc byłam zadowolona. 

15. Próbki szamponów, kremów itp. maseczki - na wakacjach starałam się zużywać tego typu produkty i zawsze staram się zbierać m.in szampony w saszetkach i mieć coś w razie wyjazdów. Tu najwięcej zużyłam produktów z Equilibry, bo ta marka jest dla mnie świetna.



pozdrawiam,

Donna

18 wrz 2020

Lirene razem ze mną na wakacjach - emulsja do opalania do skóry wrażliwej spf 50+ bardzo wysoka ochrona.

Witam,



Minione lato wspominam wspaniale - dużo podróżowałam po francuskich Alpach. To był cudowny czas - gdybym mogła zamieszkałabym tam - ale kto wie... Czuje, że Francja to taki już mój drugi dom, do którego wracam co jakiś czas :) Oprócz wycieczek górskich, był też czas na plażowanie i opalanie się. Uwielbiam się opalać i wygrzewać do słońca, w przeciwieństwie do moich niektórych osób z rodziny, którzy unikają słońca jak tylko mogą ;/ dlatego ich skóra jest tak blada, że aż przezroczysta. Nie mniej jednak przy dobrej ochronie - opalać się można bezpiecznie i z głową. Ja co roku wybieram świadomie i zawsze są to produkty marki Lirene lub coś z Pharmaceris. Dziś będzie jednak coś o Lirene :)
 

Cieszę się, że marka w swojej ofercie ma opakowania podróżne między innymi Emulsję do opalania do skóry wrażliwej SPF 50+ bardzo wysoka ochrona, o pojemności 90 ml. To wystarczająco by takie opakowanie wystarczyło na kilkutygodniowy urlop.


Emulsja ta wyróżnia się trójaktywnym systemem zdrowej opalenizny:
1° ochrona przed promieniowaniem uva/uvb zaawansowany system fotostabilnych filtrów w postaci kompleksu uvblock skutecznie zabezpiecza skórę przed szkodliwym promieniowaniem uva i uvb oraz chroni dna komórek przed uszkodzeniami spowodowanymi ekspozycją skóry na słońce.
2° gwarancja zdrowej i pięknej opalenizny synergiczny kompleks na bazie masła shea i alantoiny regeneruje naskórek i łagodzi podrażnienia powstałe podczas ekspozycji skóry na słońce, dzięki czemu opalona skóra zyskuje zdrowy wygląd.
3° ochrona przeciwstarzeniowa skóry emulsja zawiera składniki aktywne o właściwościach przeciwrodnikowych, które zapobiegają starzeniu się skóry. 

Pojemność idealna na krótkie wyjazdy lub podróże z bagażem podręcznym.


Emulsja ta przede wszystkim nawilża dobrze skórę oraz zapewnia dobrą ochronę nawet przed mocnymi promieniami słonecznymi. Jest dla skóry wrażliwej, a Spf 50+ idealnie się sprawdza na zagraniczne wyjazdy, gdzie wiadomo słonce jest tam mocniejsze niż u Nas w Polsce. Jej kremowa, biała i bez zapachu konsystencja szybko rozprowadzała się na ciepłej skórze. Pięknie do słońca błyszczała i umiarkowanie stopniowo wchłaniała. Przed wyjściem na plażę aplikowałam ją w domu, później po kąpieli słonecznej ponownie nakładałam ją na skórę. Chociaż jest wodoodporna, to i tak warto jeszcze się smarować. Skóra nie piekła, ani nie była zaczerwieniona, oczywiście miejscami tak, ale dawało to później efekt ładnej i stopniowej opalenizny. Emulsja ta ma działanie przeciwrodnikowe, fotoochronne i przeciwstarzeniowe. 

Składniki aktywne jakie w sobie posiada to m.in: 

Alantoina - łagodzi podrażnienia skóry, używana powszechnie w medycynie jako składnik maści i zasypek stosowanych w leczeniu trudno gojących się uszkodzeń skóry.

Witamina E - jest aktywnym antyoksydantem, chroni włókna kolagenowe przed degradacją, zabezpieczając skórę przed efektami przedwczesnego starzenia.

Masło Shea - ma właściwości gojące rany i zmiękczające skórę, regeneruje, odżywia skórę. Tworzy na skórze film, który zabezpiecza skórę w sposób naturalny chroniąc przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, środowiska zewnętrznego i przedwczesnym starzeniem się skóry.

Filtry UV - substancje pochodzenia mineralnego i organicznego. Filtry mineralne tworzą na powierzchni skóry cieniutki film, od którego odbijane są promienie UVA i UVB. Filtry organiczne pochłaniają promienie UV nie dopuszczając ich do głębszych warstw naskórka.

Kochani pomimo, że wakacje się skończyły, a lato dobiega powoli końca, mam nadzieję, że wypoczęliście na plażowaniu i macie piękną opaleniznę. Tak naprawdę to są miejsca na świecie, że lato trwa przez cały czas i w każdej chwili możemy wybrać się na urlop w dowolne miejsce, więc przy wyjazdach pamiętajcie o dobrej ochronie. Wiem, że podróże są teraz ryzykowne przez panującą wirusową sytuacje, ale myślę, że nie warto to tak wszystko brać do siebie co mówią a raczej wmawiają nam media itp. 



pozdrawiam,

Donna

17 wrz 2020

Naturalna pielęgnacja twarzy z marką Uzdrovisco. Całodniowy krem nawadniający – rokitnik oraz poranny krem przeciwzmarszczkowy – czarny tulipan.

Witam, 



Powoli... powoli zaczynam nadrabiać pisanie recenzji produktów, które miałam w planach napisać jeszcze w wakacje. Ale wyszło jak wyszło, że więcej czasu spędzałam poza blogowaniem (i nie żałuję tego, choć bardzo mi tego brakowało, czyli pisania). W tym czasie poznałam fantastyczne produkty m.in do twarzy i nieco mi się ich nazbierało, więc dziś zapraszam Was kochani na recenzję dwóch naturalnych kremów z marki Uzdrovisco. To marka, którą pierwszy raz poznałam i usłyszałam, ponad rok temu na spotkaniu blogerek w Krakowie, gdzie miałam okazję poznać miłe Panie reprezentującą tą markę. Wtedy też poznałam misję marki, jej historię od podstaw oraz wiele cennych wiadomości na temat produktów, półproduktów, surowców wykorzystywanych do produkcji owych kremów jakie są w ofercie. Ja osobiście jak wspomniałam poznałam dwa kremy do twarzy. Mam jeszcze serum, ale jego w późniejszym czasie sobie otworzę i też coś o nim postaram się napisać, bo uważam, że te produkty są wart poznania i polecenia. Przede wszystkim są naturalne, o niesamowitych składach! Jakie poznałam kremy? Zapraszam! 


Całodniowy krem nawadniający – rokitnik. 
Intensywnie nawilża, wygładza, ujędrnia wzmacniając struktury skórne, daje miękkość. Naturalnie!


Selektywny ekstrakt z rokitnika (100% zalecanej dawki) – standaryzowany, pozyskiwany z nasion. Wpływa na poprawę spójności włókien białkowych skóry, jej gęstości i jędrności. Działa głęboko, aby na nowo zdefiniować harmonię twarzy. Przywraca skórze dobry stan, poprawia wygląd, zapewnia komfort oraz przeciwdziała wiotczeniu.

Selektywne mikroalgi (100% zalecanej dawki) – ultranawilżające, zaawansowane reaktywatory epidermalnego kwasu hialuronowego. Przywracają prawidłowe nawilżenie, wpływają na dobre funkcjonowanie skóry, stymulują produkcję ceramidów i odbudowują NMF (naturalny czynnik nawilżający). Silnie, wielopoziomowo nawilżają.

Trehaloza (100% działającej dawki) – naturalny disacharyd, który silnie ochroni proteiny przed uszkodzeniami, utrzymuje prawidłowe nawilżenie i hamuje degradację lipidów. Wzmacnia barierę naskórkową i indukuje proces sprzątania komórkowego (odkrycie uhonorowane nagrodą Nobla), przedłużając życie komórek.

Kwas hialuronowy – naturalnie występuje w skórze. Jest niczym „zbiornik” na wodę. Silnie ją zatrzymuje, dba o prawidłowe uwodnienie białek, wpływa na jędrność, elastyczność, miękkość i wygładzenie.

W kremie znajdziesz także: skwalan, masło Shea i inne naturalne emolienty

Ten krem był ze mną na wakacyjnym zagranicznym wyjeździe. Smarowałam się nim codziennie - czasami jak zapomniałam kremu do rąk, czy chciałam posmarować sobie ramiona - trochę sobie go podbierałam, ale niewiele, bo chciałam go mieć jak najdłużej tylko do pielęgnacji twarzy. Świetnie nadawał się pod lekki wakacyjny makijaż. Wchłaniał się, ale u mnie przy tłustej skórze miałam wrażenie, że świecę się po nim szybko. W sumie nie przeszkadzało mi to, bo w lecie i tak skóra szybciej się poci i świeci, więc dawka nawilżająca sprawiała po prostu świecącą się skórę. Krem był bardzo leciutki i dodawał skórze subtelnej lekkości. O nawilżeniu już pisałam, a to było fenomenalne! Skóra stawała się po prostu zdrowa i promienna. Zapach także na wielki plus - raczej świeży i letni. Pod koniec kończącego się słoiczka, krem jakby na moją skórę nieco źle zaczął działać, może przez opalanie skóry i ogólnie dużego przebywania na słońcu? nie wiem, być może - bo krem na twarzy zachowywał się w sposób odwrotny jak na początku go poznania, a mianowicie bardzo wysuszał on naskórek, zwłaszcza w okolicach nosa i brody. Stało się to dosłownie przy samej końcówce, więc na noc ratowałam się silnie nawilżającymi maseczkami. Drugi krem natomiast już takiej niespodzianki mi nie zrobił, bo do końca zachowywał się dobrze na skórze. 


Poranny krem przeciwzmarszczkowy – czarny tulipan. Redukuje zmarszczki, ujędrnia, wygładza, wzmacnia naskórek, nawilża. Naturalnie!


Czarny tulipan (100% zalecanej dawki) – ekstrakt standaryzowany na dwa flowonoidy: astragalinę i populninę. Redukuje stres oksydacyjny (nawet o 70%), odbudowuje ceramidy w naskórku, poprawia nawilżenie, przywraca naskórkowi własności ochronne, stymuluje i odnawia struktury skórne oraz zwiększa produkcję kwasu hialuronowego, aby skutecznie wpływać na redukcję zmarszczek. Efekt? Odmłodzona, jędrniejsza i wygładzona skóra.

Lipa wykazuje działanie łagodzące, antyutleniające, wzmacniające naczynia krwionośne, nawilżające, zmiękczające i rozjaśniające. Własności te zawdzięcza obecności m.in. flawonoidów, tanin, garbników i śluzów.

Masło Shea i skwalan odżywcze, zmiękczające, wzmacniające i wygładzające lipidy. Skwalan naturalnie buduje płaszcz wodno-lipidowy naszej skóry, dlatego tak skutecznie zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody i potęguje nawilżenie.

W kremie znajdziesz także: fermenty olejowe, przeciwstarzeniową witaminę B3, dwa biocukry ujędrniająco-nawilżające

Ten krem różnił się od poprzednika zdecydowanie i z pewnością zapachem jak i składnikami. Jego słodszy zapach, tak go odbierałam lepiej moim zdaniem pasowałby do wieczornej pielęgnacji niż porannej. Nie przeszkadzał mi on, ale na tle z zapachem rokitnika, ten był o wiele cięższy, słodki i zmysłowy. Samo działanie kremu mi odpowiadało. Także dobrze nawilżał i ujędrniał. Skóra dostawała porządnej dawki takiego zregenerowania się. Jak pisze producent, jest to krem przeciwzmarszczkowy - nie wiem, czy coś udało mu się z moimi podziałać, ponieważ nie widzę widocznych efektów, więc to tak średnio, ale posiada on przeciwstarzeniową witaminę B3, więc coś na pewno tam udało się wniknąć i wchłonąć w moją skórę.


Z poznanych naturalnych kremów Uzdrovisco jestem zadowolona. Obie wersje były lekkie w konsystencji, nie tłuste - na lato w sam raz. Krem z rokitnikiem trochę pod koniec wysuszył mi skórę, ale mimo to polubiłam go!

Kochani, znacie produkty do pielęgnacji z marki Uzdrovisco?



pozdrawiam,

Donna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...