21 wrz 2018

Peeling trawa cytrynowa majru i kawowy kokosowy bare care.

Witam,



Jak wiecie kocham peelingi do ciała, lubię mieć usunięty martwy naskórek i to uczucie gładkiej,wygładzonej skóry. Potem wklepywać pachnące balsamy, mleczka czy masła. Kiedy byłam na spotkaniu w NS w maju miałam okazję poznać kilka peelingów, których wcześniej nie miałam i nie znałam. O dwóch z nich pisałam już wcześniej były to: 
oraz 


Peelingi o których chcę dziś coś napisać, były nieco w mniejszych pojemnościach, ale i tak wystarczyły mi na kilka użyć, więc pomyślałam, że warto o nich też coś napisać. To peeling naturalny trawa cytrynowa majru i kawowy peeling bare care coconut.


Peeling naturalny zawiera w składzie m.in. cukier trzcinowy, naturalne oleje i masła kosmetyczne, witaminę E oraz olejek eteryczny z trawy cytrynowej (lemongrasowy). Połączenie tych składników pozwoliło uzyskać produkt o właściwościach złuszczających i usuwających martwy naskórek, jak również jednocześnie nawilżających i natłuszczających. Po zastosowaniu peelingu skóra staje się miękka, jędrna i odżywiona. Poprawia się krążenie, wyrównuje koloryt. Zapach pochodzący z naturalnego olejku eterycznego z trawy cytrynowej (lemongrasowy) działa pobudzająco, energetyzująco, aż chce się żyć!


W środku pojemniczka znajdował się dość zbity peeling cukrowy, pięknie pachnący trawą cytrynową. Nie wiem jaka była to pojemność, bo nie widziałam takiej informacji, aby pisało to na pojemniczku, ale wystarczył mi na 3 użycia. Zapach był tak cytrusowo intensywny, że jak już w pojemniczku nic nie było, to nadal było czuć orzeźwiająco (to za sprawą olejków eterycznych) Peeling przy masowaniu miał wyczuwalne drobinki, średnio ostre jak to cukier. Po spłukaniu czułam natłuszczającą powłoczkę na skórze, ale była ona do przyjęcia. Ogólnie jak dla mnie peeling dobrze usuwał martwy naskórek i miał fajny zapach na okres wakacyjny.


Peeling kawowy Bare Care Coconut to kosmetyk, który zapewnia naturalną pielęgnację każdego rodzaju skóry. Subtelna nuta kokosa potrafi dodać mnóstwo energii na długi czas, a także pozwoli odprężyć się i zrelaksować po męczącym, aktywnym dniu. W połączeniu z wyjątkowym aromatem kawy robusty otula nieziemskim zapachem ciało i całą przestrzeń wokół niego. Produkt ten jest wegańskim, w 97 % naturalnym, ręcznie robionym peelingiem. Idealnie dobrane składniki sprawiają, że skóra po zastosowaniu go staje się jędrna i nawilżona, a systematyczne stosowanie pomaga zwalczyć cellulit i rozstępy. Ten cudowny efekt zawdzięczamy również gruboziarnistej, sypkiej konsystencji, dzięki której bez problemu można pozbyć się obumarłego naskórka i sprawić, aby cera była zdrowa i promienna. 


Peelingi kawowe znam nie od dziś, przeważnie robię je samodzielnie od kilku lat sama w domu. Jednak dopiero w tym roku poznałam "gotowce kawowe", czyli peelingi w papierowych torebkach. Wersja kokosowa peelingu od Bare Care jak dla mnie pachniała tylko kawą, kokos był słabo wyczuwalny. Drobinki kawy z pozoru drobne i malusie, były ostre w czasie masażu. By kawa nie spadała z dłoni i w czasie masażu, dolewałam kilka kropel żelu pod prysznic. Opakowanie miałam na dwa użycia, bo to miniaturkowa wersja, ale i tak zapoznałam się z nią na tyle by móc ją ocenić. Ciężko mówić o efektach m.in. czy peeling działa na cellulit, bo dwa zabiegi to stanowczo za mało, ale podstawową funkcję peeling spełnił, czyli usunął martwy naskórek i sprawił miękką, wygładzoną skórę.


Jestem ciekawa czy lubicie takie kawowe peelingi lub o świeżych cytrusowych zapachach?



pozdrawiam,

Donna

20 wrz 2018

Jak pachnie wosk z kwiatowej linii zapachowej True Rose?

Witam,


To już ostatnie chwile kwiatów w ogrodzie. Spacerując kiedyś i spoglądając na róże byłam zachwycona ich pięknością. Obecnie jest ich już tylko kilka sztuk. Na szczęście takim zapachem mogę cieszyć się w domu, bo w ofercie Yankee jest różany wosk - True Rose. Lubię ten zapach różany zarówno w kosmetykach jak i pachnidełkach. Czy znacie ten kwiatowy zapach?
Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. 
Wyczuwalne aromaty: pąsowa róża.


Nasączony mocnym, klasycznym i w pełni naturalnym olejkiem różanym wosk uwalnia zapach zaskakująco prawdziwy. W tym wydaniu – jest to esencja zbudowana w oparciu o jedynie wyselekcjonowane, odseparowane od drażniących kolców, idealne pąki. True Rose to przechadzka po porannym, rozkwitającym ogrodzie, w którym pierwsze skrzypce grają piękne, wielokolorowe róże. Ich intensywny aromat mocno uderza do głowy i swoim klasycznym pięknem i nienachalną wymową przykrywa urodę innych, najwytrawniejszych nawet, florystycznych kompozycji.


Oceniając ten zapach to podoba mi się. Pachnie jak prawdziwa ogrodowa róża, czyli pięknie i kobieco. Nie mdło, nie dusząco, a kwiatowo i naturalnie. Ja zawsze do kominka kruszę niewiele tego wosku, bo zapach jest dość intensywny. Bardziej spodziewałam się delikatniejszych akcentów, ale co do intensywności to się pomyliłam, bo jest bardzo dobra, dlatego polecam palić różę w mniejszych kawałeczkach. Teraz kiedy jeszcze w kalendarzu jest lato, a na dniach już jesień taki wosk idealnie wkomponowuje się w pomieszczenie gdzie lubimy przebywać i wyczekiwać na tą prawdziwą Panią jesień.


Czy lubicie takie kwiatowe różane zapachy?



pozdrawiam,

Donna

19 wrz 2018

Chusteczki do higieny intymnej Nivea Intimo Mild.

Witam,


Lubię czuć się zawsze świeżo i komfortowo. Rzadko kiedy korzystam z publicznych toalet, chyba że jestem gdzieś na trasie i jadę długo samochodem, w galerii na zakupach, czy w restauracji. By czuć się świeżo korzystam ostatnio z nawilżających chusteczek do higieny intymnej. Są to chusteczki Nivea Intimo Mild. Używam od czasu do czasu takie nawilżane chusteczki, ale z Nivea mam chyba pierwszy raz. Czy Wy korzystacie z takich chusteczek do higieny intymnej w czasie dnia? Zapraszam Was kochani na wpis.


Preparat Nivea Intimo Mild zapewnia delikatną i łagodną codzienną pielęgnację intymnych partii ciała.

Właściwości:
- łagodnie myje wrażliwe partie ciała
- zapewnia długotrwałe uczucie świeżości
- uwzględnia pH skóry i przywraca jego naturalną wartość
- zapobiega namnażaniu się bakterii


Kojące chusteczki do pielęgnacji intymnych części ciała. Chusteczki do higieny intymnej Intimo Mild zawierają kojące ekstrakty z rumianku, oleju jojoba i kwasu mlekowego. Dzięki swojej łagodnej formule daje przyjemne uczucie czystości, świeżości i zdrowia. Do natychmiastowego użycia w dowolnym miejscu i czasie. Nie zawiera alkoholu, mydła ani barwników. Do użytku zewnętrznego tylko kilka razy dziennie. Ginekologicznie, dermatologicznie oraz klinicznie przetestowane i zatwierdzone do użytku.



Chusteczki są odpowiednio nasączone, są też łatwe w użyciu oraz mają wygodne opakowanie. Otwierane i zamykane wielokrotnie. Jak dla mnie są bardzo przydatne. W ciągu dnia dobrze odświeżają i dbają o delikatną skórę miejsc intymnych. Nie podrażniają i nie uczulają. Delikatnie kwiatowo pachną, ale nie drażniąco, więc myślę że każdemu taki zapach przypasuje. Zawierają ekstrakt z rumianku, olej jojoba i kwas mlekowy oraz nie zawierają alkoholu. Chusteczki takie sprawdzają się naprawdę bardzo dobrze w czasie podróży lub kiedy mamy "te dni" lub po prostu chcemy się szybko odświeżyć w ciągu dnia. W opakowaniu jest tylko 20 sztuk więc nie zajmują one dużo miejsca czy to w kosmetyczce czy w torebce. Czy mają jakieś wady? Raczej nie. Spełniają swoją rolę idealnie. Polubiłam je i polecam. Wiem, że są jeszcze Intimo Fresh.

  
Co myślicie o takich chusteczkach. Przydatne na co dzień? Czy nie używacie takich dodatków do odświeżenia się?





pozdrawiam,

Donna

18 wrz 2018

Jesienne kosmetyczne nowości od Lirene.

Witam,


Od jakiegoś już czasu nie piszę wpisów typowo o nowościach jak kiedyś, bo wszystko (no prawie) można śledzić na moim instagramie goldonaa - jeśli ktoś mnie jeszcze nie obserwuje to zapraszam - chętnie się zrewanżuję :) Ale wracając do nowości - to kilka dni temu zawitały do mnie jesienne nowości od Lirene :))) Buźka moja ucieszyła się od ucha do ucha, bo jesienny PR marki bardzo mnie urzekł. Kolory, pomysł, małe szczegóły jak listki, listeczki i te urocze parasolki, czyli pojemniczki na owocowe lody. Super! Super, to wszystko wyglądało zaraz po rozpakowaniu. Całe pudełko było wypełnione po brzegi nowościami kosmetycznymi produktów od Lirene. Oprócz kilku maseczek, które już kiedyś poznałam, to pozostałe nowości widzę pierwszy raz i z miłą chęcią je poznam i przetestuję. Zapraszam Was kochani na jesienny przegląd z nowościami od Lirene.


Kocham maseczki do buźki, nieraz o nich zapominam i robię je tylko sporadycznie, ale czas jesienny będzie sprzyjał domowemu Spa, kiedy nadejdą dłuższe wieczory, więc o maseczkowaniu już zapominać nie będę. Do wyboru te kolorowe saszetki będą w sam raz na domową wieczorną pielęgnację. Znam je i lubię już wszystkie więc ponownie je sobie znów zrobię.


Pozostajemy dalej w klimatach pielęgnacji twarzy i co ciekawego tu poznam? hmm... miodowa maska do masażu twarzy, brzmi interesująco. Krem prebiotyczny ochrona + nawilżenie City Protect do cery wrażliwej - również ciekawy, nie miałam go jeszcze, oraz Serum spektakularnie odmładzające Radical Repair Night Therapy 10 %.


A co z oczyszczaniem? Tutaj poznam migdałowy kremowy żel myjący, peeling drobnoziarnisty z olejkiem z czarnej porzeczki, oraz miętowy żel peelingujący (ten to chyba na kolejne lato zostawię) 


I reszta pielęgnacji, czyli: Idealne dłonie, rękawiczki odmładzające, krem do rąk minerały z morza martwego oraz mleczko do ciała Alga purpurowa.


...oraz super kolorowe foremki parasolki na lody. Wykorzystam je z pewnością na moje urodziny, które już niedługo w październiku :)


Jestem ciekawa czy coś już znacie z tych nowości, lub czy coś Was zainteresowało :) buziaki :* 





pozdrawiam,

Donna

16 wrz 2018

Jesienna pielęgnacyjna wishlista - wanilia, kokos, cynamon.

Witam,


Niedługo zawita już do Nas prawdziwa jesień, czas by przygotować sobie na ten czas 'słodką' pielęgnację, tzn. o pięknych i aromatycznych zapachach na długie jesienne wieczory. Wanilia, kokos, cynamon - tak to ulubione zapachy na chłodniejsze chwile, by móc rozkoszować się z nimi przy domowym Spa. Przygotowałam sobie na tę okazję małą pielęgnacyjną wishlistę z produktami do ciała. Kosmetyki z pewnością są już Wam znane, ale ja ich jeszcze nie znam, więc może tej jesieni coś nowego poznam? A zatem jak przedstawia się moja lista? Zapraszam na przegląd 5 top, które chcę poznać.

Z firmy L'Occitane znam tylko małe kremiki do rąk, chciałabym poznać coś z mleczek do ciała. Zawsze kusiły mnie te kosmetyki, tym bardziej, że będąc kiedyś we Francji miałam pod nosem oryginalny ich sklep, 10 metrów od kamienicy w której nocowałam, oj kuszą mnie te produkty, kuszą. Czy znacie może owe L'Occitane Karité mleczko do ciała? Zostając przy pielęgnacji dotyczącej mazidełek, to lubię kremować dłonie, ale są dni że zupełnie zapominam o kremach do rąk, zwłaszcza w lecie. Na szczęście jesienna pora roku zmusza mnie do systematycznego smarowania skóry na dłoniach, bo szybko się przesusza i to znak, że kremy są jednak potrzebne. Kiedyś poznałam wersję Dove z awokado, ale na jesień chcę poznać kokoska. Czy miałyście już Dove Original krem do rąk do skóry suchej wersja kokosowa? Ale zanim nałożymy kremik na dłonie, to warto je też umyć! To przecież takie ważne by myć jak najczęściej dłonie. Niedawno na instagramie, wspominałam, że poznaje firmę Yope, te produkty, które mam są świetne i chcę poznać teraz kolejne jakie są w ofercie tej marki. Na jesień nie może zabraknąć przecież czegoś waniliowego, co powiecie na Yope Vanilla & Cinnamon mydło w płynie? Uważam, że to dobry wybór.

Teraz czas na kąpiel i na coś cynamonowego, nie ma to jak wrócić zziębnięta z zewnątrz kiedy będzie deszczowo i ponuro i wskoczyć do wanny pełnej pięknie pachnącej piany. Cieszę się, że Green Pharmacy ma właśnie taki cynamonowo-mandarynkowy olejek do kąpieli. Chętnie go poznam, co ja piszę... ja muszę go mieć!!! A na koniec by móc się totalnie rozpieścić na moją wishlist wpisuje się peeling do ciała z balsamem pod prysznic 2 w 1 Farmona Tutti Frutti Pineapple & Coconut. Peeling? Balsam? Brzmi ciekawie i interesująco - już sobie wyobrażam ten jego aromat ananasowo-kokosowy. Czyżby powróciły wakacyjne wspomnienia z tym ananaskiem? Oj tak, tak. 


Jak widać nie jestem wymagająca co do pielęgnacyjnych produktów do ciała, ważne by produkty ładnie pachniały, pielęgnowały skórę, nawilżały i nie podrażniały jej. Lubicie takie aromatyczne zapachy na jesień - wanilia, kokos czy cynamon?



pozdrawiam,

Donna


11 wrz 2018

Perfumetka 33 ml - dwa piękne zmysłowe zapachy na jesień.

Witam,



W kobiecej torebce najczęściej znajdujemy wszystko i nic. Ja pomimo, że od kilku lat noszę małą torebkę - tak się nauczyłam, bo nie lubię nosić ze sobą ciężarów, to zawsze staram się mieć przy sobie też coś pachnącego. Pachnącego czyli co zapytacie? Duży perfum? - nie :) To mała perfumetka o pojemności 33 ml, która zmieści się nawet w małej torebce, a nie zajmuje dużo miejsca. Z pewnością Wy też lubicie takie mniejsze wersje, bo nie sądzę, abyście nosiły duże falkony 100 ml pojemności ze sobą. Takie małe perfumetki są też wygodne i dyskretne w podróży, więc ulubiony zapach można mieć zawsze przy sobie cały czas. Na jakie zapachy ja ostatnio zdecydowałam się na nadchodzącą jesień? O tym w dzisiejszym wpisie, na który Was serdecznie kochani zapraszam. 


Owe perfumetki pochodzą ze sklepu internetowego perfumetka33ml - jeśli tylko lubicie takie pojemności to zajrzyjcie tam, bo sklep oferuje duży wybór wód zawówno damskich jak i męskich. Oczywiście są to zapachy inspirowane droższymi wersjami (nie mylić z podróbkami, bo jeśli dobrze się przyjrzymy to nazwy nieco się różnią od oryginałów) Co więc wybrałam dla siebie? To dwa zmysłowe zapachy: Bleck Opium, którego oryginalnym odpowiednikiem jest Yves Saint Laurent, Black Opium, oraz nowość Carolina Herrera CH Priwe, której odpowiednikiem jest Carolina Herrera CH Privee. Jeśli lubicie konkretne, 'ciężkie', zmysłowe zapachy na chłodniejsze miesiące, to koniecznie poznajcie i powąchajcie te dwa, które ja poznałam. Jestem ciekawa czy ten typ zapachów Wam również przypadnie do gustu, Bo ja z reguły lubię zmysłowe zapachy, więc każdy na nowo poznany "ciężki" zapach podoba mi się, pod warunkiem, że musi mieć to "coś", co ujmie mnie i nie będzie mnie przy nim bolała głowa. A więc jak pachną te zapachy?


Yves Saint Laurent Black Opium 
Kategoria: orientalna, waniliowa
Połączenie wanilii, porzeczki, gruszki, anyżu, pieprzu oraz cedrowca
Dopełnione jaśminem, kawą, kwiatem pomarańczy, paczulą, cedrem i drzewem sandałowym
Nuta zapachowa: anyż, cedr, cedrowiec, drzewo sandałowe, gruszka, jaśmin, kawa, kwiat pomarańczy, paczula, pieprz, pomarańcza, porzeczka, wanilia

Carolina Herrera CH Privee
Kategoria: skórzana
Połączenie akordów skóry z kawiorem oraz osmanthusem
Dopełnione aromatem wanilii i nutą paczuli
Nuta zapachowa: akord skóry, aromat wanilii, kawior, nuty paczuli, osmanthus, paczula, wanilia


Zarówno zapach wanilii na chłodniejsze dni bardzo lubię, więc tu byłam pewna, że wybrane zapachy w ciemno mi się spodobają, bo ten akcent zapachowy występuje akurat w tych dwóch perfumetkach. Typowo samej wanilii w nich nie czuć oczywiście, ale połączony z innymi nutami nadają zapachom świetne, przyjemne połączenie, które mi się podoba. I tak Bleck Opium pachnie przepięknie, orientalnie, ciepło, otulająco, jest to zapach dla kobiety z klasą, na wieczory do małej czarnej (podobnie jak ciemny jest jego flakonik w oryginale) Zapach, który z pewnością wyróżni Nas z tłumu, zapach tajemniczy, ale dla pewnych siebie kobiet, nieco uwodzicielski i sexi. Na jesienne czy zimowe randki - sprawdzi się rewelacyjnie. Niektóre jego miłośniczki bez problemu lubią i noszą go nawet przez cały rok, niezależnie od pory roku, ja jednak zostanę przy nim na okres jesienno-zimowy. Natomiast nowość od Carolina Herrera CH Priwe to wersja skórzana. Również jest to zapach piękny zmysłowy, ale bardziej z kategorii lekko ciężkiej. Jakbym miła ująć jednym słowem? Jest boski! Byłam ciekawa jak pachnie połączenie akordów skóry z kawiorem - no to teraz już wiem, że pięknie i tak jak lubię - bardzo kobieco i elegancko.


Podsumowując - ja lubię zamienniki/perfumetki inspirowane droższymi wersjami, a to dlatego, że nie zawsze kogoś stać od razu na mega drogi perfum, a ceny droższych zapachów uwierzcie są naprawdę wysokie, jeśli patrzymy na kategorię z wyższej półki. To również dobra opcja do zapoznania się z danyzapachem i zdecydowaniu się później ewentualnie na zakup czegoś droższego. Fajnie jest również podarować komuś takie perfumetki i ocenić jaki dana osoba ma gust by na przyszłość wiedzieć już jaki zapach wybrać na prezent. No i plusem tych perfumetek jest oczywiście ich pojemność - mała, fajna, dyskretna. Należy jedynie uważać na szklany pojemniczek by się nie rozbił. A co do trwałości - dla mnie rewelka, bo zapachy nie przytłaczają, nie powodują bólu głowy, chociaż są ciężkie zmysłowe. Nawet po ich ulotnieniu się, wonie ich lepiej mi się podobają, bo są jak takie pachnące słodkie mgiełki, które przez większość dnia czuję na sobie. Na ubraniach czuję ich dłużej, na skórze nieco słabną, ale i tak z jakością trwałości jestem zadowolona.


Lubicie takie zamiennki w formie perfumetek?
Rozumiem, że nie każdy preferuje takie wersje i wybiera tylko oryginały, ale czasami taka perfumetka nie jest zła :) 




pozdrawiam,

Donna

10 wrz 2018

Zmywacz do paznokci i tipsów bezacetonowy Bielenda.

Witam,


Wstyd się przyznać, ale nie wiedziałam, że Bielenda ma w swojej ofercie też zmywacze do paznokci. Zawsze ta firma kojarzyła mi się z pielęgnacją twarzy i ciała. Nigdy też nie zwracałam specjalnie uwagi na inne zmywacze, po prostu brałam pierwszy lepszy z półki sklepowej i oczekiwałam od każdego z nich, że zmyje dobrze lakier z pozostałości, kiedy jest już brzydki z odpryskami lub kiedy znudzi mi się kolor na paznokciach. Czasem tanie lakiery bywają też bardzo dobre, więc nie uważam, że jeśli coś jest tanie to jest niedobre. Ku zaskoczeniu ten zmywacz z Bielendy do paznokci i tipsów bezacetonowy witaminowy, jest bardzo dobry, a kosztuje naprawdę niewiele. Wybrałam go po prostu na spróbowanie i to był dobry wybór. Przepraszam, że etykieta na opakowaniu jest nieco nadszarpnięta, ale taki był egzemplarz i tak przyklejona owa naklejka, której nie da się poprawić.


Wracając do zmywania paznokci, kiedy maluje je zwykłymi lakierami oczekuje by zmycie było szybkie. Nie lubię jak niektóre zmywacze pozostawiają na płytce taki biały nalot, niektóre zmywacze właśnie taki nalot mi pozostawiały. Nie lubię też jak zmywacz specyficznie pachnie, czyli śmierdzi jak to zmywacz. Na szczęście produkowane teraz zmywacze są o ładnych zapachach i nie czuć 'tego dziwnego' zapachu. W zmywaczu od Bielendy nie występuje żaden biały nalot po zmyciu, a zapach jest do przyjęcia. Wraz ze zmywaczem sięgam po zwyczajne płatki kosmetyczne, czyli waciki. Wybieram te, które używam do zmywania makijażu. Aktualnie wybór padł na Cleanic Soft & Comfort waciki do demakijażu. Płatki te nie rozdwajają się, są mięciutkie w dotyku i raz dwa wraz ze zmywaczem działają by lakier z paznokci szybko się usunął.


Zmywacz ma szklaną buteleczkę i 50 ml pojemności, może to mało, może dużo, ale mi np. na wyjazdy taki zmywacz jak najbardziej odpowiada, bo nie jest duży. Kiedy ktoś często maluje paznokcie i zmywa je w domu to myślę, że warto rozejrzeć się za większą pojemnością, ale do małej kosmetyczki 50 ml jest okej. Zwykłe lakiery nie trzymają się z reguły idealnie przez kilka dni na pazurkach, więc zmywacz ułatwia szybkie zmycie i odświeżenia płytki. Czasem jak widzę jak niektóre dziewczyny mają odpryski na paznokciach przy zwykłych lakierach i jak to nieestetycznie wygląda, to jest to okropne. Na szczęście ratujemy się hybrydami, więc o jakość paznokci i ich wygląd nie musimy się martwić przez jakiś czas, ale zwykły zmywacz i tak warto mieć wśród kosmetyków ratujących Nam pazurki przy standardowych lakierach.


A Wy czym zmywacie zwykłe lakiery?
Zwracacie uwagę na zmywacze czy waciki?




pozdrawiam,

Donna

9 wrz 2018

NAWILŻENIE + OCZYSZCZENIE glicerynowy peeling sauna do twarzy Perfecty.

Witam,


Bardzo lubię peelingi do twarzy zarówno je używać jak i o nich pisać, poznawać i czytać różne recenzje. Zaległy peeling jaki jeszcze miałam to słoiczek fantastycznego glicerynowego peelingu sauna z serii nawilżenie + oczyszczenie od Perfecty. Tak się złożyło, że dopiero teraz niedawno poznałam tą wersję, bo zawsze gdzieś po drodze pojawiały się inne oczyszczacze jak glinki, pasty, żele peelingujące, więc nie chciałam mieć multum produktów pozaczynanych. I tak idzie mi szybkie ich zużywanie, bo takie produkty używam bardzo często, a już na pewno systematycznie. Jaka była ta seria? Zapraszam Was kochani na krótką recenzję.


Peeling sauna do twarzy o wyjątkowej miodowej konsystencji „gel to milk”. Polecany jest do pielęgnacji skóry wymagającej oczyszczenia, wygładzenia i nawilżenia.
Green tea detox - oczyszcza komórki skóry usprawniając proces detoksykacji, działa silnie antyoksydacyjnie oraz ochronnie przed czynnikami zewnętrznymi
Vit E. hydra działa nawilżająco, poprawia elastyczność i miękkość skóry, chroni przed nadmierną utratą wody z naskórka
Naturalne drobinki peelingujące: 100% naturalne drobinki peelingujące z łupin orzecha włoskiego, delikatnie peelingują powodując złuszczanie martwych komórek naskórka


Podobnie jak z wersji ROZŚWIETLENIE + ENERGIA tak i z tego peelingu jestem zadowolona i na wielkie tak. Aplikacja ze słoiczka jest szybka i łatwa, aczkolwiek no jak wiadomo takie słoiczki są mało higieniczne ze względu, że produkt nabieramy palcami, a nie np. wyciskamy przez pompkę, czy przez tubkę. To taka jakby jego mała wada, ale zalet za to ten peeling ma już zdecydowanie więcej. Przede wszystkim piękny i świeży zapach. Nieco słodki, ale wpadający w nutę zielonej herbaty. Konsystencja jak taki gęsty miodowy żel, ale przyjemny i dające fajne uczucie na buźce. Zaraz po pomasowaniu czuć na skórze ogrzanie, ale nie jest ono bardzo intensywne. Jest po prostu ciepłe. Peeling należy przytrzymać kilka minut po czym spłukać. Oj to uczucie gładkiej i świeżo oczyszczonej buźki bardzo lubię. I tu peeling spełnia swoje zadanie bo zarówno oczyszcza jak i nawilża. 


Wracając jeszcze do drobinek to w słoiczku wyglądają na niewinne, ale czuć je oj czuć przy masażu i dobrze, bo takie efekty lubię. Nie robią mi krzywdy, choć przy delikatnej i wrażliwej skórze mogą dać nieco o sobie znać. Ale ogólnie wielkiej krzywdy tak naprawdę nie robią. Na początku może sprawiają lekko zaczerwienioną skórę, ale to uczucie szybko znika i jest dobrze. Po takich domowych zabiega peelingujących warto zrobić dodatkowo jeszcze odżywczą maseczkę, by składniki aktywne lepiej się wchłaniały lub porządnie nawilżyć skórę kremem. Ja ten peeling lubię używać zawsze wtedy jak czuję, że twarz nagromadziła w ciągu dnia dużo sebum i zanieczyszczeń, chcę się tak porządnie oczyścić i ten peeling mi w tym pomaga. Jest super!


Jestem ciekawa która wersja u Was lepiej się sprawdza, czy pomarańczowa czy ta zielona. 
Dla mnie obie są fantastyczne. Chętnie do nich jeszcze powrócę.



pozdrawiam,

Donna


8 wrz 2018

Szampon i Odżywka Hairmilk Natural Shine od Nivea.

Witam,


Nie ukrywam, że najbardziej z produktów Nivea lubię te do pielęgnacji ciała i twarzy. Kosmetyki do włosów nie są złe, ale moje cienkie włosy i wrażliwy skalp chorujący na łuszczyce nie zawsze toleruje takie drogeryjne nowości. Ale owe kosmetyki przetestowałam i nie żałuję, bo seria Szampon i Odżywka Nivea Hairmilk Natural Shine okazały się dobrym duetem nawet na moje cienkie włosy. Zapraszam Was kochani serdecznie na recenzję.


Matowe, zmęczone włosy cierpią na brak nawilżenia, są szorstkie w dotyku i nie układają się. W efekcie pozbawione są blasku i naturalnych refleksów. NIVEA Hairmilk – NATURAL SHINE – Szampon pielęgnujący z formułą z proteinami mleka i jedwabiu naturalnego pochodzenia: 
• regeneruje włosy od wewnątrz, by były nawilżone i zdrowo wyglądały; 
• wygładza włosy, aby równo się układały. 

EFEKT: zdrowe, jedwabiste włosy, które naturalnie się układają wyzwalając pełnię blasku.

- zawiera formułę z proteinami mleka i jedwabiu naturalnego pochodzenia
- regeneruje włosy od wewnątrz, by były nawilżone i zdrowo wyglądały
- wygładza włosy, aby równo się układały
- wyzwala pełnię blasku włosów i sprawia, że włosy są jedwabiście gładkie
- do matowych, zmęczonych włosów


Matowe, zmęczone włosy cierpią na brak nawilżenia, są szorstkie w dotyku i nie układają się. W efekcie pozbawione są blasku i naturalnych refleksów. NIVEA Hairmilk – NATURAL SHINE – Odżywka pielęgnująca intensywnie nawilża matowe, zmęczone włosy, aby odzyskały zdrowy wygląd i wyzwoliły swój naturalny blask. 
Formuła z proteinami mleka i jedwabiu naturalnego pochodzenia: 
• regeneruje włosy od wewnątrz, by były nawilżone i zdrowo wyglądały; 
• wygładza włosy, aby równo się układały. 

EFEKT: zdrowe, jedwabiste włosy, które łatwo się rozczesują i naturalnie się układają wyzwalając pełnię blasku.

- zawiera formułę z proteinami mleka i jedwabiu naturalnego pochodzenia 
- intensywnie nawilża włosy, aby odzyskały zdrowy wygląd i wyzwoliły swój naturalny blask
- regegeneruje włosy od wewnątrz, by były nawilżone i zdrowo wyglądały
- wygładza włosy, aby równo się układały
- do matowych, zmęczonych włosów


Kiedy dotarły do mnie produkty, po otworzeniu przesyłki zastałam całą lepiącą i wylaną odżywkę. Opakowanie było tak zniszczone, że nie nadawało się do zdjęć. Na fb pokazywałam jej stan, ale dzięki uprzejmości Nivea, mogłam dostać ponowną i całą odżywkę - z tego miejsca jeszcze raz dziękuję Wiem, że to nie wina firmy, tylko kuriera z Inpost, bo w ostatnim czasie to samo zrobił mi z produktami od Dove, czyli tak rzucanie przesyłkami, że stan kosmetyków nadawał się tylko do wyrzucenia z rozlanych produktów i nie nadających się do użytkowania. Niestety firma kurierska, nie zareagowała na mój wpis i ma to gdzieś w jakim stanie potrafi dostarczyć paczki. Jeśli jeszcze raz dostanę coś w takim stanie - będzie skarga jak na Dpd, bo kurierzy myślą, że wolno irzucać paczki jak popadnie nie zwracając uwagi co może się w środku znajdować. Uff koniec, wygadałam się :) 


A teraz przejdę jak spisują się produkty: 
Produkty są o perłowych białych konsystencjach. Zawierają formułę z proteinami mleka i jedwabiu naturalnego pochodzenia. Jak one ślicznie pachną! Nie wiem jak ten zapach określić, ale jest bardzo przyjemny. Szamponu nakładam niewielką ilość na włosy, by nie podrażniać skalpu, ale i ta odrobina dobrze oczyszcza włosy, więc nie mam potrzeby wylewać produkty dużo. Szampon dobrze oczyszcza, super się pieni i szybko spłukuje. Czuję, że włosy są dobrze umyte z kurzu, potu czy wydzielonego sebum. Włosy w czasie mycia są też ładnie pachnące. By uzupełnić pielęgnację nakładam również odżywkę...


Ona sprawia szybsze rozczesywanie się włosów, choć z tym nie mam większych problemów, muszę jedynie uważać, bo zawsze przy tej czynności, wypada zawsze u mnie dużo włosów :( Są tak delikatne, że tylko ja sama wiem jak się z nimi obchodzić. Odżywka nie spływa z włosów, jest aksamitna w dotyku o pięknym zapachu. Nie obciąża ona u mnie włosów, a sprawia, że lepiej się układają. 
Duet ten nie wyrządził mi do tej pory żadnej krzywdy: mam na myśli podrażnienie skóry, czy uczulenia. Kiedy niedawno odświeżyłam sobie kolor, bo włosy były już matowe, ta seria idealnie się sprawdza, bo jest właśnie do matowych i zniszczonych włosów. Jestem na tak jeśli chodzi o te produkty, bo po wyschnięciu są one świeże, pachnące (zapach nie utrzymuje się długo), miękkie w dotyku, wyglądają na zadbane. Ale nie jest to seria do włosów, którą używam codziennie, bo wiem że przy dłuższym używaniu skalp i tak by się podrażnił, więc wolę używać je sporadycznie. Aaa i co do blasku na włosach, to też nie było takiego wow :) 


Znacie ten ślicznie pachnący duet?
Jak działa on na Wasze włosy?




pozdrawiam,

Donna

7 wrz 2018

Naturalne oleje z pestek malin i z pestek śliwek od Majru.

Witam,


Po spotkaniu blogerek w Nowym Sączu, które odbyło się w maju zaczęłam zwracać uwagę bardziej na olejki. Nie jestem fanką typowych olejków do pielęgnacji ciała (zdecydowanie wolę balsamy, mleczka, masła) ale do niektórych się przekonuję i tak było z owocowymi olejkami od firmy Majru. Polecam Wam naturalny olej z pestek malin oraz naturalny olej z pestek śliwek. Obie wersje ładnie nawilżają przesuszoną skórę oraz ładnie pachną. Przetestowałam je na łuszczycę skóry głowy, w miejsca gdzie skóra bardzo się łuszczy, łuska zeszła, ale miejsca czerwone nadal są. Nie mniej jednak polubiłam te olejki, bo nie są tak tłuste, a pozostawiają na skórze taką błyszczącą taflę, która ładnie się wchłania. Czy znacie te olejki? Zapraszam Was serdecznie na dzisiejszą recenzję z owymi olejkami.


Naturalny olej z pestek malin otrzymywany jest przez tłoczenie na zimno pestek malin. Olej jest nierafinowany, więc zawiera swoje wszystkie cenne składniki. Jest delikatny, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Może być stosowany na dzień i na noc. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-6. Nadaje się do każdego rodzaju skóry, a najbardziej sprawdzi się przy pielęgnacji skóry wrażliwej, alergicznej i suchej. Wygładza i nawilża skórę, poprawia jej koloryt, odżywia. Posiada właściwości ochrony skóry przed promieniowaniem UV (SPF 28-50). Działa antyoksydacyjnie i antybakteryjnie. Przyspiesza gojenie ran.


Naturalny olej z pestek śliwek otrzymywany jest przez tłoczenie na zimno. Posiada przepiękny, migdałowo-marcepanowy zapach i żółty kolor. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania. Doskonale nawilża i zmiękcza suchą skórę. Odbudowuje uszkodzony naskórek. Redukuje zmarszczki. Chroni przed działaniem procesów zewnętrznych. Pomaga przy pielęgnacji skóry tłustej, skłonnej do wyprysków, regulując wydzielanie sebum. Olej z pestek śliwek jest bogaty w witaminę E, witaminy B i beta-karoten. To wspaniała odżywka na końcówki włosów oraz paznokcie, gdyż regeneruje komórki.


Już same opakowania bardzo przyciągają by poznać owe oleje. Czytelna etykieta i ala złota otoczka na buteleczce to desing opakowania. Oleje są wygodne w użyciu, choć czasami zacinają mi się ich pompki, ale to nie kłopot. Jak podaje producent, oleje można stosować na skórę twarzy, na końcówki włosów czy paznokcie, albo wszędzie tam gdzie mamy suchą i przesuszoną skórę. Ja stosuje je tam gdzie pojawia się łuszczyca na skórze głowy, czyli mniej więcej skóra za uszami i trochę skóra głowy. Z początku obawiam się, czy takie pachnące olejki można tak stosować, ale spróbowałam. Łuska jak wspomniałam zeszła, ale nadal skóra miejscami jest czerwona. Tych czerwonych plam nie umiem się pozbyć, choć są dni że one robią się bledsze, a są dni, że palą do czerwoności. Ale i tak wolę poznawać oraz testować różne naturalne oleje niż iść na łatwiznę i posmarować skórę maścią sterydową, która da ulgę na chwilę, a i tak łuszczyca wróci ze zdwojoną siłą. Znam to bo już nieraz to przechodziłam, więc od kilkunastu lat nie wchodzę do apteki po żadne sterydowe maści na łuszczącą się skórę. Wolę wszystko to co naturalne. Ale wracając do olejków, to obie wersje ślicznie i smacznie pachną, choć produkty nie są do spożycia tylko do smarowania na zewnątrz ciała/włosów/paznokci. Są też bardzo wydajne jak na 10 ml pojemności. Ich oleista konsystencja jak to przy olejkach jest oleista, ale na skórze powoli i ładnie się wchłania. Oprócz stosowania na łuszczące się miejsca, to stosuję je również na noc na twarz, ale nie stosuję ich pod makijaż. Lubię natomiast jak wspomniałam czasami nanieś sobie kilka kropel na twarz i zrobić delikatny masaż twarzy. Nie tylko to relaksuje przy ładnym zapachu, ale i wszystkie suche skórki znikają, a skóra po nocy staje się odżywiona i nawilżona.


Te małe cudeńka mają też wiele innych właściwości i zastosowań jak. np. dodawanie ich do kremów, do maseczek, do różnej pielęgnacji twarzy i ciała - ja jednak przede wszystkim chciałam te olejki sprawdzić pod kątem łuszczącej się skóry, czy na to pomogą i jak na razie jestem zadowolona, choć nadal nie wiem jak pozbyć się czerwonych plam kiedy schodzi łuska. Jeśli ktoś coś wie na ten temat i coś poleca na czerwone plamy to chętnie się dowiem :) 




pozdrawiam,

Donna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...