23 sty 2018

Krem-emolient na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance do skóry atopowej Vis Plantis.

Witam,



Bardzo cenie sobie pielęgnację wokół oczu i stosuję kremy pod oczy od lat. Nie mam swojego ulubionego, chociaż kiedyś bardzo długo i systematycznie stosowałam żele z Flosleku, bo mi pomagały. Czułam ulgę kiedy miałam zmęczone oczy, czułam ukojenie, dobre nawilżenie i bardzo sobie te żele chwalę. Obecnie mam dwa kremy pod oczy, jeden krem jest mega wydajny, stosuję go od 5 miesięcy jakoś tak, drugi w między czasie poznaję i jest to krem-emolient na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance z ekstraktem z kory brzozy, barierowy, do skóry atopowej Vis Plantis.

Emolient barierowy o specjalistycznym, dobrze tolerowanym składzie. Uzupełnia braki lipidów, uszczelnia warstwę rogową naskórka, przywraca funkcję barierową, uzupełnia braki cementu międzykomórkowego. Bezzapachowy, o fizjologicznym pH. Bardzo dobrze nawilża, koi suchość skóry, łagodzi świąd i pieczenie. Zmniejsza stany zapalne. Przywraca komfort i odżywia skórę.

 

Efekty po 4 tygodniach:
• wysoka tolerancja • bezpieczne ukojenie • odbudowa funkcji barierowej • nawilżenie, natłuszczenie, odżywienie • redukcja suchości skóry powiek • złagodzenie uczucia świądu i pieczenia – przywrócenie komfortu skóry

Składniki aktywne:
• ekologiczny, naturalny, standaryzowany ekstrakt z kory brzozy i ziela trędownika • olej bawełniany • masło karite • mocznik • ekstrakt z bławatka – powszechnie ceniony, znany z delikatności, koi i łagodzi podrażnienia • pantenol • hialuronian sodu • trójglicerydy analogiczne do trójglicerydów skóry • gliceryna • alantoina


Opinia:
Krem ogólnie jest w porządku. Bardzo lubię jak w kremach zwłaszcza w tych pod oczy jest wygodne opakowanie, czyli pompka. Tutaj jest buteleczka typu airless - super! Zawsze kremu wydostaje tyle ile chcę. Konsystencja owego produkty jest delikatna jak taki krem aksamit. Nie czuję w nim żadnego zapachu, więc tu jestem zadowolona, bo cenie sobie bezzapachowe produkty pod oczy, niż coś mocno naperfumowane i drażniące. Kremik wchłania się tak szybko, w zależności jaką nałożymy warstwę na skórę. Jeśli robię makijaż kremu wklepuję minimalnie, na noc lubię konkretniejszą dawkę. I tak jest to krem w porównaniu do innych co znam/używam/używałam bardzo lekki, ale dobrze nawilżający. Jestem nim mile zaskoczona, bo produkt spisuje się rewelacyjnie. Jeśli macie wrażliwą, atopową skórę wokół oczu koniecznie poznajcie ten krem-emolient z serii Atopy Tolerance.


Krem nie podrażnia, nie uczula, jest łagodny, dobrze nawilża i odżywia cienką skórę wokół oczu. 
Polubiłam i polecam! :)



pozdrawiam,

Donna

22 sty 2018

Multi - regenerujący balsam do ciała z minerałami z Morza Martwego z serii Mineral Collection Lirene cz.2.

Witam,



Przyszedł czas, by dać znać jak spisuje się Multi - regenerujący balsam do ciała z minerałami z Morza Martwego z serii Mineral Collection od Lirene. Jest to drugi produkt jaki poznałam z tej serii, bo wszystkich jest 3 czyli:
- Multi - regenerujący balsam do ciała
- Lekki balsam odżywczy do ciała
- Olejkowa mgiełka do ciała 
o której pisałam już tu.


Minerały z Morza Martwego zawierające cenne mikroelementy, takie jak potas, magnez, jod znane są ze swych odżywczych właściwości już od tysięcy lat. Intensywnie odbudowują i wzmacniają barierę skórną, zapewniając wielopoziomową regenerację. Obecne w formule balsamu niebieskie kapsułki z witaminą E chronią jej biologiczną aktywność i uwalniają pielęgnacyjne właściwości dopiero podczas aplikacji na skórze. Kompleks CalmProtect nadaje skórze aksamitną gładkość i miękkość.

Bogata konsystencja balsamu nawilża i odżywia suchą i bardzo suchą skórę, pozostawiając na niej film ochronny, który zabezpiecza przed utratą wody.

Stosowanie: nałożyć na umytą i osuszoną skórę ciała, a następnie wmasować aż do wchłonięcia. Stosować codziennie, najlepiej rano i wieczorem.


Opinia:
Uwielbiam pielęgnację do ciała z Lirene. Dotychczasowe balsamy jakie używałam były w porządku. Bardzo lubiłam i lubię je za dobre nawilżanie, miękkość skóry, wygładzenie, czy ładny zapach. O Multi - regenerującym balsamie do ciała z minerałami z Morza Martwego mogę napisać to samo. Jest to świetny balsam na lato, ale nie tylko. Ja gdybym nie miała zaczętych kilku innych mazideł w lecie od razu zabrałabym się za poznawanie tego balsamu, ale nie lubię mieć otworzonych dużo balsamów naraz, bo lubię zużywać je świeże, niż takie co leżą otworzone i dopiero po kilku miesiącach zabiera się za zużywanie, bo okazuje się, że w gromadce balsamowej było coś wcześniej otworzonego i tak gromadka się powiększa, a zużywanie idzie opornie. 


Balsam jak wspomniałam nadaje się na lato, ze względu na świeży zapachowy akcent. Na lekkość w konsystencji, która w miarę dobrze się wchłania, nie pozostawiając lepkiego uczucia, tylko ochronny film. Jak sugeruje producent to balsam przeznaczony do suchej i bardzo suchej skóry, więc zimą również można się rozpieszczać morskim zapachem. Balsam nawilża, odżywia skórę oraz fenomenalnie radzi sobie z przesuszonymi partiami na ciele, czyli kolana/łokcie czasem łydki po depilacji. Kiedy zrobię wcześniej peeling całego ciała i użyję tego balsamu to cud, miód malinka!!! Uwielbiam ten balsam, skóra odwdzięcza się miękkością, jest zadbana, nawilżona i zdrowo wygląda.

Na 3 część o jedwabiu zapraszam za jakiś czas:)

Koniecznie poznajcie serię Mineral Collection, dostępna jest w Waszych ulubionych drogeriach lub online.
Swoją drogą wizualnie te produkty są piękne! Turkusowy odcień opakowań to wakacje, to słońce to beztroski czas. A kto powiedział, że w styczniu nie można się rozpieścić świeżością z minerałami z Morza Martwego?



pozdrawiam,

Donna

20 sty 2018

Co łączy świat historii i milion klocków LEGO? HistoryLand w Krakowie!

Witam,



W Polsce nastał czas ferii zimowych, co prawda np. w małopolsce ferie będą dopiero w lutym, ale już teraz razem z koleżanką sąsiadką, która ma dwójkę małych dzieciaków myślimy nad zorganizowaniem dla nich konstruktywnie spędzonego wolnego czasu. Chcemy by dzieciaki nie nudziły się, by mogły odpocząć od obowiązków szkolnych, ale też by nauczyły się czegoś nowego. U mnie w mieście nie ma fajnych miejsc, tzn. są ale nie tak kreatywne i nie tak odkrywcze jak te w dużych miastach. Duże miasto to jednak dostęp do wielu ciekawych wartości, do wspaniałej rozrywki, do kontaktu z innymi. W dobie internetu możemy świetnie zaplanować weekend poprzez podróż połączoną z nauką. Ja jako osoba lubiąca jeździć do Krakowa, od razu wpadłam na pomysł by zorganizować taką wycieczkę i wybrać się właśnie do miasta królów.

To miasto ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć komunikacyjną, łatwo jest się do niego dostać, prawie z każdej części Polski, a z moich regionów, jeśli wybierzemy opcję autokarową, to w cenach promocyjnych bilet możemy nabyć już za 1 zł :) i w niecałe 2 godzinki jesteśmy już na miejscu. Ale.. ale Kraków długi i szeroki, więc nie ma co szukać atrakcji daleko, a poznać te co są na wyciągnięcie ręki od Dworca Głównego (pół minuty spacerkiem) więc punktem kulminacyjnym Naszej wycieczki będzie coś co dzieciaki średnio lubią, ale po tym dniu zmienią o tym zdanie i polubią... co to takiego? lekcja historii - nie, nie żartowałam - lekcja historii.


Spoookojnie, nie chcę Was przestraszyć, bo ja sama nie lubiłam tego przedmiotu w szkole, nie mówiąc już o dzisiejszych najmłodszych co też nie chętnie przepadają za tą tematyką. Dlatego, aby historia nie kojarzyła Nam się strasznie, właśnie w Krakowie, historię Polski odkryto na nowo, bo zbudowało ją milion klocków LEGO. Ale jak to? serio? ale jak? Brzmi niesamowicie? Otóż od kilku miesięcy działa niebywałe miejsce w samym sercu tego królewskiego miasta to HistoryLand, które najważniejsze momenty i wydarzenia z historii Polski zbudowały klocki Lego. Antoś już nie może się doczekać tej wycieczki i zobaczyć milion klocków w jednym miejscu 👀
Wielkie brawa, że technika tak idzie do przodu, że nauka przez zabawę naprawdę ma i będzie mieć sens. Szkoda, że za moich czasów tak nie uczono jak teraz. Ale nic straconego, bo dorośli również mogą powtórzyć lekcję historii, nic nie stoi na przeszkodzie. Każdy z nas może przenieść się w sam środek bitwy pod Grunwaldem oraz zobaczyć blisko 36 tysięcy koni zgromadzonych w jednym miejscu. Takie właśnie atrakcje czekają Nas tam na miejscu. Zabierając dzieciaki w to niezwykłe interaktywne historyczne miejsce dzieciak pozna też niezwykłe miejsca i wydarzenia jak: osadę w Biskupinie, Drzwi Gnieźnieńskie, bitwę pod Grunwaldem, klasztor na Jasnej Górze, bitwę pod Oliwą, obronę Westerplatte, bitwę pod Monte Cassino, Stocznie Gdańską, katedrę na Wawelu i krakowskie Sukiennice! A to wszystko zbudowane z klocków Lego! Co ciekawe makiety te reagują na polecenia i dostosowują się do pokazów i animacji. 


Miejsca, wydarzenia i budynki z historii Polski zostały w HistoryLandzie przedstawione w skali 1:50, co znaczy, że jego elementy z Lego, takie jak np. koń widoczny na zdjęciu, są dokładnie o 50 razy mniejsze niż w rzeczywistości!

To miejsce z pewnością nie jest nudne, bo uczestnik przenosi się na pola bitew, czuje morską bryzę, dzięki efektownym pokazom multimedialnym, ujrzy klasztor na Jasnej Górze z lotu ptaka, zobaczy słynne budowle z innej perspektywy przy pomocy gogli VR (virtual reality) 


Jednym słowem - angażuje wszystkie swoje zmysły - wzrok, słuch, węch, dotyk, a nawet smak. Dziecko w ten sposób szybciej i łatwiej zapamiętuje fakty, przyswaja chętnie wiedzę. Chcę się uczyć, poznawać, odkrywać. Staje się poszukiwaczem i rozwija w sobie pasje, być może budowlaną (poprzez budowanie później czegoś z klocków w domu), pasję historyczną (poprzez ciekawość faktów, zapisanie się na kółko historyczne w szkole) pasję podróżniczą (zwiedzanie miejsc i atrakcji na żywo z rodzicami) i wiele wiele innych przykładów. 

***

Takie miejsca to super okazja by spędzić weekend z rodziną, nie tylko w ferie zimowe, to wyjazd do nowego miasta, to dzień na rozrywkę, zabawę, naukę i razem spędzony czas z rodziną. Kto z Was zna już to miejsce? Czy zainspirowałam mamy na wyjście z pociechami do HistoryLandu? Zabierzcie ze sobą tatę, on też kocha klocki Lego, tylko nie mówi o tym głośno. 
Co myślicie o takich interaktywnych miejscach na naukę i zabawę? Zdjęcia zaczerpnęłam z fb, na którego zapraszam, by na bieżąco śledzić aktualności co dzieje się w krainie historycznych klocków. 



pozdrawiam,

Donna

16 sty 2018

100% olej arganowy z serii Spa & Beauty Loton.

Witam,



Zanim kupię nowy olejek do olejowania włosów, zajrzałam do moich zapasów, był tam 100% olejek arganowy Loton. Wiedziałam, że go mam, bo data ważności jest jeszcze pół roku, więc powoli zużywam te produkty co data kończy się właśnie tego roku. Średnio go chciałam używać, z racji że bardziej wolę i lubię kokosowy niż arganowy, ale dałam szansę i nakładam przed myciem na końcówki, na średnią długość włosów lub tak pasmami go wcieram we włosy. Nie nakładam go na skórę głowy (kokosowy tak, ale arganowy nie, bo to bardziej mi obciąża włosy) Jak zatem sprawdził się olejek i czy go polecam? - zapraszam na recenzję.


Argan Oil 100%
Stuprocentowy czysty, naturalny, organiczny marokański olej z orzechów argonowych (bez żadnych dodatków!). Ceniony na całym świecie z uwagi na swoje wyjątkowe właściwości odmładzające regenerujące. Szczególnie polecany dla skóry włosów i paznokci. Pojemność: 30 ml


Właściwości olejów nie tylko arganowych są znane od lat. Nawilżają, regenerują, wzmacniają włosy/ciało/paznokcie. Przy systematycznych użyciach efekty widać nawet już po miesiącu używania danego oleju. Ja owy olejek używam właśnie od miesiąca. Nakładam przed myciem tak do godzinki, jak wspomniałam wcześniej na końcówki, na średnią długość, ale nie nakładam na skórę głowy. Z doświadczenia wiem, żeby włosy nie stały się obciążone, należy oleje nakładać w małych ilościach, a nie przesadzać z nakładaniem. Co uzyskałam po miesięcznym olejowaniu? praktycznie efektów brak. Włosy nie stały się ani wzmocnione, ani zregenerowane, może trochę nawilżone. Ten olejek nie zrobił na mnie wow jak np. oleje kokosowe. Podoba mi się w nim, że ma wygodną pompkę i aplikacja jest naprawdę w porządku. Szklana buteleczka, jest nieco tłusta jak czasami ją podotykam tłustymi palcami, więc zawsze muszą ją wycierać, bo nie lubię tłustych opakowań. Etykieta jest tak mieniąca, na żywo pięknie się mieni, więc uchwycić jej ostrość nie było tak łatwo. 


Jest to buteleczka o pojemności 30 ml więc taką pojemność zużyję, ale więcej po ten olej nie sięgnę. Wg. opisu można go używać oprócz włosów, również na ciało i paznokcie. Ja wierna zostanę przy kokosku ;)



pozdrawiam,

Donna


15 sty 2018

Mulberry & Fig Delight wosk Yankee Candle.

Witam,



I znów wróciłam do wosków z Yankee. Kilka razy odpaliłam woski sojowe z WoodWick (mam jeszcze dwa), ale jednak Yankee to Yankee. Pojawiło też się u mnie kilka nowych wosków, jakie? to pokażę jutro na instagramie dlatego zapraszam do obserwowania. Tak to jest jak rodzinka wie, że lubię zapachy i coś mi nieraz podaruje, ale nie wie, że dużo zapachów już znam i miałam, więc pojawiło się kilka dubli. Na 7 nie znałam tylko dwóch, m.in Mulberry & Fig Delight. Nawet nie wiedziałam, że ta wersja jest z jesiennej edycji z 2017 roku. Choć mam woski jeszcze zimowo-świąteczne, to na poznanie i odpalenie poszedł właśnie ten wosk, a właściwie do kominka mamy, bo jak wiecie zaraziłam moją mamę do palenia wosków. Jej oddaje te, które mi nie bardzo podchodzą. A co kryje się w owym wosku?

Jest to wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: 
soczysta morwa i świeżo zebrane figi.


Gdybym miała sama coś wybrać z wosków, szczerze to nie zwróciłabym uwagi na ten wosk. Chociaż etykieta jest ładna, to jednak figi mnie nie przekonują, nie lubię nawet tych owoców. Kiedy więc oddałam zapach do kominka mamie, zmieniłam zdanie, bo wosk okazał się miłym przyjemniaczkiem. Owocowa mieszanka takich leśnych owoców fajnie wypełniła pokój. Nienachalnie, nie mdło, a przyjemnie, nawet nieco świeżo na początku. W pokoju zapanował pierwszorzędny zapach. Zanim go jeszcze odpaliłam to na sucho wosk pachniał słodko, owocowo. Po zapaleniu królowały owoce, ale pod koniec lub kiedy weszło się do pokoju po godzinie miałam wrażenie, że to inny wosk a nie figowy, bo w zapachu czułam coś otulającego jakby nie Mulberry & Fig Delight. Wosk zamienił się w kobiecy zapaszek i przypominało mi to jakieś otulająco-słodkie pachnidełka ze sklepu.


Czy Was też zaskoczył ten wosk?



pozdrawiam,

Donna

14 sty 2018

Kremowe mydło w płynie Macadamia & Vanille Balea.

Witam,



Odkąd na zewnątrz zimno moje kociaki siedzą w domu najchętniej przy kaloryferze. W ten sposób częściej ich miziam i mamy wspólne zabawy. Oczywiście co za tym idzie częściej myje ręce, bo jestem tak nauczona, ze jak podotykam kocią sierść muszę iść umyć dłonie. Produkty do mycia rąk schodzą teraz bardzo szybko. Na umywalce, na wannie zawsze stoją mydełka w płynie. To, które poznaje teraz to kremowe w płynie Macadamia & Vanille Balea. Do kupna skusiła mnie jego etykieta i m.in. zapach wanilii, który lubię zimową porą.


Wg. opisu:
Kremowe mydło w płynie o zapachu makadami i vanili i z wygodną pompką. Przeznaczone do codziennej pielęgnacji. Delikatnie i skutecznie oczyszcza. Pozostawia cudowny świeży zapach pozostawiając skórę nawilżoną i gładką. Pojemność: 500 ml.


Mydełko nieco mnie rozczarowało, bo zawsze produkty Balea kojarzą mi się z pięknymi zapachami. Tutaj zapach w mydełku jest słaby, delikatny, że czuć go tylko przez naprawdę krótką chwilkę. Nie oczekuję super długich godzin, po umyciu rąk, ale po dosłownie kilku minutach zanim się jeszcze wyjdzie z łazienki w ogóle nie czuć tego zapachu na skórze. Macadamia, wanilia zawiodły, choć powinnaczuć dłużej z racji na słodki, zmysłowy zapach waniliowy. Są też plusy tego mydełka, pompka - czyli wygodna aplikacja i wydajność z dużą pojemnością. Szkoda, ze zapach słabiutki, może ta wersja jest nieco słabsza od innych zapaszków. 


Jakie było Wasze ostatnie mydło z Balea?



pozdrawiam,

Donna

13 sty 2018

Pineapple egzotycznie razem z WoodWick.

Witam,



Niedawno pisałam o wosku sojowym WoodWick o nazwie Timber, był on specyficzny z nutami piżma połączonego z aromatem ambry. Należał to tych mocnych i konkretnych zapachów. A że w ofercie WoodWick jest różnorodność zapachowa (podobnie jak w woskach od Yc) postawiłam na coś lekkiego i wybrałam zapach Pineapple, czyli to co ananaski lubią najbardziej, ale.. ale wg. opisu znjadziemy tu dokładnie:

Odżywczy i soczysty ananas oraz nektar kokosowy z odrobiną świeżej gruszki, które pozwolą zaznać prawdziwie odświeżającej, egzotycznej przygody.

źródło: internet
Kompozycja egzotyczna Pineapple, jest niczym wyjazd na równikowe, egzotyczne wyspy. Bukiet Pineapple, daje nam możliwość poznania dotąd nieznanych smaków egzotycznego świata. Wystarczy raz poczuć aromat wosku sojowego Pineapple, by momentalnie odlecieć w egzotykę. Tylko kilka chwil dzieli nas od beztroskiej zabawy na egzotycznej plaży, spijania mleczka kokosowego i jedzenia wraz z przyjaciółmi egzotycznych owoców. Wystarczy jeden krok, by poczuć lekką, poranną bryzę, płynącą wprost z nad Oceanu Spokojnego. Aromat zamknięty w wosku Pineapple, łączy w sobie świeżość oceanicznej bryzy, aromat płynący z lokalnej, egzotycznej kuchni i smak naturalnych, egzotycznych owoców, a nie takich, które możemy znaleźć w każdym supermarkecie. Wosk sojowy Pineapple, to również smak prawdziwych wakacji. Takich, na których zapominasz o całym, otaczającym świecie. Wakacji, na których niezakłócony relaks, to pierwsze i ostatnie przykazanie. Wosk Pineapple, jest stworzony dla wszystkich, którzy kochają wakacje. I dla wszystkich, którym ich najbardziej brakuje.


Nigdy nie byłam w egzotycznym kraju, ale wyobrażam sobie jak tam musi być pięknie i pachnąco. Pachnąco od tropikalnej wody, owoców, powietrza i całej tej kolorowej przestrzeni nad wodą. Ananasowy wosk z pewnością Nas w ten klimat choć przez moment przeniesie, kiedy to za oknem u nas styczniowa, zimna pogoda z migoczącymi jeszcze świątecznymi świecidełkami. Nektaru kokosowego słabo wyczuwam w owym wosku, za to owocowy zapach ananasa już tak. Ananas sam w sobie nie jest mdły, gruszka nadaje takiej słodko-kwaśniej przestrzeni, a całość sprawia ten wakacyjny tropikalny akcent. Różnicę jaką wyczułam w woskach sojowych a tych od Yc, to chyba te są bardziej delikatniejsze, takie subtelne. Ten wosk np. palony w małych ilościach jest bardzo przyjemny. Zdecydowanie zostawię go na letnie miesiące - teraz chciałam go tak sobie poznać, bo brakuje mi wakacyjnego klimatu ;)

źródło: internet

Poczułam wakacje w zimowym styczniu :D



pozdrawiam,

Donna

12 sty 2018

202 hypnotic red Sensique Color.

Witam,



Nie wiem, czy tylko mi tak te ostatnie dni pędzą jak szalone, czy wam również czas tak szybko ucieka? Doba dla mnie ma stanowczo za mało godzin. Dobrze, że dni powoli będą robić się już dłuższe, bo źle mi już jak ciągle jest ciemno na zewnątrz. Potrzebuje słońca i naładowania się dobrą energią Dla poprawy humoru maluję paznokcie na kolorowo, bo czerwony jednak ma to coś w sobie, co sprawia, że czujemy się kobieco i ładnie. Wiem, że wiele z Was już nie patrzy na zwykłe lakiery, bo wybiera hybrydy itp. ja jednak przystaje na standardowych lakierach.


 Z lakierów Sensique poznałam odcień 203 shocking pink, dziś prezentuję bardzo podobny, lecz nieco inny odcień ala czerwonego to nr. 202 hypnotic red. Jak pisałam wcześniej przy tych lakierach należy uważać na samo malowanie, gdyż pędzelek jest duży. Źle się nim aplikuje, oj źle to moje zdanie. A moja mama uważa inaczej, bo dla niej jest wszystko dobrze, więc jakie paznokcie, jakie wrażenia przy malowaniu - tyle opinii. Wytrzymałość w tym przypadku lakieru była w porządku. Nie oczekuje, że zwykły lakier będzie długo się trzymał, jeśli ktoś dużo pracuje - czy to przy komputerze, czy w pracach domowych, to wiadomo, że stan paznokci jak i sam lakier długo nie wytrzyma bez nienaruszenia. Odpryski pojawiły się już po kilku dniach, więc albo poprawka, albo zmywanie i malowanie od nowa. Kolor owego lakieru podoba mi się. Nie ważne jaką wybierzemy danego dnia stylizacje, wiem że taki odcień pasuje niemal do każdego ubioru (bieli, czerni, beżowej bluzeczki, czy popielatego płaszczyka) Odcienie czerwonego na paznokciach ożywiają Nam pazurki, czujemy się pewniej siebie i są po prostu eleganckie. Zdjęcia lakieru pokazuje w pełnym słońcu, więc nieco kolor na żywo może się różnić. 


Czy znajdzie się tu więcej zwolenniczek zwykłych lakierów czy hybrydowiczek?



pozdrawiam,

Donna

11 sty 2018

Naturalne wschodnio-afrykańskie mydło z owoców i orzechów Duafe.

Witam,



Na blogu nieraz już pisałam o czarnych mydełkach czy to w kostkach czy w płynie. Tym razem mydełko jakie u mnie zagościło to Naturalne wschodnio-afrykańskie mydło Duafe. Jest ono inne niż do tej pory poznawałam, ale równie całkiem dobre, jeśli chodzi o pielęgnację. Zapraszam na prezentację prawdziwego afrykańskiego mydła w kostce. 


Naturalne, afrykańskie mydło produkowane tylko i wyłącznie z orzechów i owoców. Gliceryna wytwarzana jest w procesie prażenia łupin bananów plantain, bogatych w potas. Mydło jest bardzo wydajne. Cena 15 zł za kostkę 150 gram.


Opinia:
Czarne mydła nie każdy lubi, nie każdemu one przypadają do gustu. Ja jestem z tych osób, co takie specyfiki lubią używać, ponieważ jest ono dobre do cery tłustej. Mydełko to jest dobrze zabezpieczone i po otwarciu czarnego papierku, zapakowane jest jeszcze w jeden jaśniejszy. Daje nam to efekt dobrej jakości produktu. Nie ma ono też specjalnej daty ważności, lecz jest produktem o minimalnej trwałości dłużej niż 30 miesięcy, więc długi czas, a po otwarciu należy zużyć w ciągu 6 miesięcy. Gdy pierwszy raz zobaczyłam owe mydełko zdziwiłam się, że nie jest ono typowo czarne, a brunatno - brązowe (nie nie jest ono zepsute, czy spłowiałe - taki ma swój wygląd, który po kontakcie z wodą przybiera nieco ciemniejszych barw) Jest ono zrobione wyłącznie z owoców i orzechów stąd taki jego kolor.


Samo w sobie mydło jest duże, można go oczywiście przeciąć, lecz ja tego nie robiłam. Z początku używania jest kanciaste, dopiero tak po 2-3 dniach stosowania zrobiło się wygodniejsze w trzymaniu. Tworzy ono brunatną pianę. Jak sugeruje etykieta mydło można używać zarówno do mycia twarzy jak i ciała i włosów. Z reguły mydłem włosów nie myje, ale na łuszczenie skóry za uszami zaryzykowałam i przed nałożeniem szamponu na zwilżone włosy użyłam owego mydełka, tylko na tylnią część głowy i za uszami. Po masażu wytworzyła się gęsta piana, chwilę tak potrzymałam i spłukałam (później już normalnie użyłam szamponu) Po wysuszeniu włosy zyskały na objętości, choć czułam, że są takie jakby niedomyte ale puszące przez co ta zauważalna objętość. Niestety mydełko na łuszczenie nie pomogło. Używam więc go do mycia twarzy - w tej roli mydełko sprawdza się już lepiej, bo dobrze oczyszcza buźkę z sebum i ogólnie dobrze myje skórę twarzy. Na zmianę z żelami oczyszczającymi zagościło ono w mojej pielęgnacji. Co do zapachu to nie możemy się spodziewać pachnącego mydełka typu dove, ten zapach jest specyficzny, ale nie jakoś odrzucający. Dla mnie jest do przyjęcia, bo taki hm neutralny.


Stosujecie czarne mydła?


pozdrawiam,

Donna

10 sty 2018

Krem do rąk i paznokci Kozie mleko z serii Sensual Joanna.

Witam,


Kiedy nastał grudzień/styczeń skóra u mnie na dłoniach, a zwłaszcza na jednej ręce koło palców zrobiła mi się bardzo przesuszona. Tak przesuszona, że nie nadążam jej nawilżać. Czy to powietrze, zimno, woda sama nie wiem od czego. Przejrzałam więc produkty do pielęgnacji dłoni jakie posiadam i postanowiłam, aby do pielęgnacji wprowadzić coś z koziego mleka. Dawno nie miałam nic z tej serii (czyt. kozie mleko) a w ofercie Joanny jest taki produkt. To Sensual krem do rąk i paznokci kozie mleko - dłonie suche i zniszczone. Suchą skórę mam, a czy zniszczoną? Chyba nie, nie mniej jednak krem przyjemnie się używa. Jeśli jesteście ciekawe kremu - zapraszam na krótką recenzję.


Krem dzięki zawartości koziego mleka bogatego w substancje odżywcze optymalnie nawilża i pielęgnuje skórę. Receptura została wzbogacona także o olej migdałowy i prowitaminę B5, które skutecznie chronią, wygładzają i nawilżają naskórek. Krem likwiduje uczucie suchości i ściągnięcia skóry, a Twoje paznokcie zyskują piękny, zdrowy wygląd. Lekka, nietłusta konsystencja sprawia, że krem doskonale się rozprowadza i szybko wchłania.


Problem - Dłonie suche, potrzebujące odżywienia i nawilżenia.
Recepta - Sensual Krem do rąk i paznokci Kozie mleko.


Opinia:
Krem jest o pojemności 100 g, więc standardowo jak kremy do rąk. Wygodna, miękka tuba to jego opakowanie. Zamykanie na klik, też jest w porządku. W środku konsystencja biała/kremowa, jest delikatna w dotyku o bardzo subtelnym zapachu. Po posmarowaniu szybko się wchłania, nie czuć żadnej lepkości na skórze. Kiedy mam skórę mocno przesuszoną, zwłaszcza w tym jednym miejscu czuję nawilżenie, ale jest ono takie na chwilę, potrzebuję więc jeszcze jednej dawki i wtedy jest już dobrze, choć nie bardzo dobrze. Oczywiście nie w każdy dzień mam tak przesuszoną skórę, to zależy czy np. nie zmarzłam w dłonie, czy ubrałam rękawiczki itp. a u mnie to od razu widać jak zachowuje się skóra na dłoniach w zimie. Podsumowując krem z kozim mlekiem jest dobrym kremem, ale dla nieco wymagającej skóry uważam, że będzie średni. Na warunki domowe jest dobry, kiedy smarujemy go po umyciu rąk. Skóra jest ładnie nawilżona, delikatna i lekko pachnąca. Czy to sprawka kremu, bo ostatnio używam go non stop, zauważyłam też, że paznokcie stały się w lepszej kondycji i są jakby mocniejsze, choć nie robiłam nic z nimi szczególnego. 


Znacie serię do pielęgnacji Sensual od Joanny? Bo w swojej rodzince oprócz kremów do rąk o różnych zapach i właściwościach są też kremy do stóp (o jednym już niedługo napiszę) balsamy do ciała, żele pod prysznic itp. Plusem tej całej serii jest cena, uwierzycie że ten krem nie kosztuje nawet 5 zł? :P Jeśli ktoś nie ma wymagającej skóry, warto go poznać :) 



pozdrawiam,

Donna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...